Strona główna
 Informacje
 Proces beatyfikacji
  Postulatura
  Trybunal
 Słudzy Boży
  o. Fabian Abrantowicz, MIC
  m. Katarzyna Abrikosowa, OPL
  o. Epifanij Akułow
  ks. Konstanty Budkiewicz
  ks. Franciszek Budrys
  o. Potapij Emeljanow
  s. Róża Serca Maryi
  Kamila Kruszelnicka
  Biskup Antoni Malecki
  o. Janis Mendriks, MIC
  ks. Jan Trojgo
  ks. Paweł Chomicz
  o. Andrzej Cikoto, MIC
  ks. Antoni Czerwiński
  o. S. Szulmiński, SAC
 Archiwum
  abp. E. Profitlich, SJ
 Biblioteka
 Kontakty

Sługa Boża

Siostra Róża Serca Maryi (Halina Jętkiewicz, c. Tadeusza)

1896-1944

 

„Oddaję się Bogu w ofierze”

 

Pisanie o cnotliwej zakonnicy nie zawsze przychodzi łatwo. Zwłaszcza o takiej, której droga do świętości biegnie w ciszy, z dala od ludzkich spojrzeń – w pracy nad sobą i na modlitwie, przez pełnienie niepozornych, codziennych obowiązków. Nawet, gdy widzimy pewne owoce tej drogi – na przykład męczeńską śmierć – ona sama pozostaje dla nas tajemnicą ukrytą przed naszym wzrokiem. W życiu tej zakonnicy nie było jakichś spektakularnych zdarzeń ani wyraźnych sukcesów. Jednak pewne wydarzenia z jej życia mogą wydobyć na światło dzienne nieco z tego, co działo się w jej duszy – pewne szczegóły działania „we dwoje” – pokazać jej współpracę z Bogiem. Może właśnie dlatego, że blask tej świętości jest taki delikatny, łagodny i nie zawsze widoczny, jest nam tak bardzo drogi.

 

Halina Jętkiewicz, która później jako siostra zakonna nosiła imię Róży Serca Maryi, urodziła się 24 maja 1896 roku niedaleko miejscowości Korsówka, w guberni witebskiej, w polskiej rodzinie. Jej ojciec pracował jako inżynier drogownictwa na Warszawsko-Petersburskiej Kolei Żelaznej. W domu nie odczuwano niedostatku, więc dzieciństwo małej Halinki przebiegało spokojnie i szczęśliwie. Rodzina w wierze i pobożności pielęgnowała tradycje chrześcijańskie. Kiedy czyta się listy, które siostra Róża, będąc już w sowieckim więzieniu, pisała do domu, nietrudno zrozumieć, że właśnie w rodzinie pobierała pierwsze lekcje wiary chrześcijańskiej, która potem obficie zaowocowała cierpieniami za Chrystusa, których nie wahała się przyjąć.

 

Wkrótce rodzina przeprowadziła się do Moskwy. Tam, w wieku dziewięciu lat, Halina rozpoczęła naukę w gimnazjum francuskim przy parafii katolickiej p.w. świętych Piotra i Pawła. Zajęcia odbywały się po francusku i po rosyjsku.  Dziewczyna uczęszczała także na prywatne lekcje języka polskiego. Wspominając później te czasy, jej brat napisał: W latach szkolnych Hala odznaczała się spokojnym i zrównoważonym charakterem, pracowitością, dużymi zdolnościami i wytrwałością w dążeniu do celu. Są to cechy niezbędne każdej dobrej zakonnicy – i zostawszy nią, jak wynika ze skąpych wspomnień tych, którzy ją znali, zachowała i pomnożyła wszystkie te zalety swojego charakteru. W czasie nauki w gimnazjum, 14 maja 1908 roku (dzień św. Bonifacego, męczennika), dziewczynka przystąpiła do Pierwszej Komunii św. w kościele parafialnym. W roku 1913 ukończyła szkołę ze świetnymi wynikami i otrzymała nagrodę. Później studiowała na wydziale nauk przyrodniczych, gdzie zdobyła wykształcenie pedagogiczne. 

 

Halina zdecydowała się kontynuować naukę i przez trzy lata była studentką chemii na Uniwersytecie Moskiewskim. W 1917 roku, kiedy wybuchła rewolucja i nastały ciężkie czasy, zmuszona była przerwać studia i zacząć zarabiać na życie. Pracowała jako nauczycielka w szkole średniej i jako wychowawczyni w przedszkolu. Za tymi niepozornymi, jakby się mogło wydawać, faktami zwyczajnego życia, przyszła siostra Róża Serca Maryi skrywała głęboką pracę duchową nad kształtowaniem swojej osobowości. Wtedy to w jej sercu dojrzewał zamiar całkowitego oddania się Bogu. W rozwoju tych pragnień ważną rolę odegrała znajomość ze wspólnotą dominikańską matki Katarzyny Abrikosowej.

 

Obie świątobliwe kobiety zetknęły się z sobą na przełomie lat 1918/19, w niełatwych porewolucyjnych czasach.  Głęboka wiara i przeżycia duchowe, których Halina doświadczyła w kontakcie ze wspólnotą kierowaną przez Abrikosową, refleksje na temat misji katolickiej w Rosji – to wszystko wywarło na przyszłej siostrze, z jej wnikliwym i stanowczym charakterem, poważne wrażenie. Jesienią 1920 roku (według wspomnień brata) wstąpiła do Trzeciego Zakonu św. Dominika prowadzonego przez matkę Katarzynę i przeprowadziła się do mieszkania przełożonej, gdzie zastała już inne siostry. Decydując się na ten krok, Halina, przyjąwszy imię Róży Serca Maryi, poszła złożyć swoją pierwszą poważną ofiarę – opuściła rodzinę. Chociaż jej najbliżsi należeli do ludzi wierzących, to jednak takiej ofiary siostry Róży i jej misyjnych ideałów, którym została wierna do końca życia, nie potrafili całkowicie zaakceptować. Rodzinę zmartwiło to, że została zakonnicą.  S. Róża jednak przez cały czas podtrzymywała silne więzi z najbliższymi, a później prowadziła ożywioną korespondencję z matką i innymi krewnymi, nawet przebywając już w więzieniu czy na zesłaniu. Z przystąpieniem do wspólnoty matki Katarzyny wiązała się również inna ofiara. W zgromadzeniu bowiem praktykowano wschodni obrządek i siostra Róża, Polka, zżyta z liturgią łacińską, zmuszona była przyjąć wschodni obrządek, co uczyniła z miłości do Boga, Rosji i Rosjan.

 

We wspólnocie siostra Róża pełniła obowiązki sekretarki matki przełożonej – pisała dla niej na maszynie, przepisywała pouczenia dla sióstr i przekłady religijnej literatury zagranicznej na język rosyjski. Praca ta miała doniosłe znaczenie, bo wielu parafian i niektóre siostry nie znały języków obcych, a legalne wydawanie książek było niemożliwe. Wielu czytelników tych dzieł umacniało swoją wiarę, lepiej ją rozumiejąc. Ponadto, razem z innymi siostrami Róża pogłębiała swoje życie duchowe, wzrastające w niej pod kierownictwem założycielki zgromadzenia – matki Katarzyny, która również przeszła do końca drogę męczeństwa i zakończyła swe życie w sowieckim więzieniu.

 

Jedna z sióstr tak opisuje s. Różę z tamtych lat: Miała rumiane policzki i życzliwy wyraz twarzy. Była średniego wzrostu, trzymała się prosto, chodziła z wysoko podniesioną głową, a jej ruchy były płynne i swobodne. Wyczuwało się w niej spokój, delikatność i życzliwość do ludzi oraz głębokie wewnętrzne skupienie.

 

Wiele sióstr należących do wspólnoty, oprócz zwykłych ślubów dominikańskich, składało dodatkowy ślub. Było nim poświęcenie swojego życia pewnemu konkretnemu dziełu lub intencji. Akta śledztwa zawierają dokumenty spraw sióstr, wśród których znajdujemy tekst ślubowania siostry Róży: Na chwałę i cześć Boga Wszechmogącego, Ojca i Syna, i Ducha Świętego, i Przenajświętszej Maryi Dziewicy, i świętego Dominika, ja, siostra Róża Serca Maryi przed twą osobą, przewielebny ojcze Włodzimierzu, przełożonym wspólnoty moskiewskiej III Zakonu świętego Dominika, pełnomocnikiem Przewielebnego Ojca Generała wyznaję i oznajmiam, że oddaję siebie Bogu na ofiarę za uratowanie Rosji, tak mi dopomóż Bóg.

 

Siostra Róża pozostała wierna złożonym przez siebie ślubom aż do końca. Całe swoje dalsze życie poświęciła wyraźnemu i dokładnemu wypełnieniu tego, co ślubowała. W roku 1921, kiedy otrzymała propozycję wyjazdu wraz z rodziną do Polski, odmówiła, decydując się na pozostanie w Rosji.

 

Jesienią 1923 roku została aresztowana razem z matką Katarzyną i innymi siostrami w związku ze sprawą toczącą się przeciwko rosyjskim katolikom. 19 maja 1924 roku otrzymała wyrok – 5 lat więzienia o zaostrzonym rygorze. Karę odbywała w Irkucku. Jedna z sióstr tak opisuje ten okres: Była zamknięta razem ze swoją przyjaciółką, świecką tercjarką św. Dominika. Budynek więzienia został wybudowany jeszcze w czasach carskich i wyglądał jak twierdza.  Nazywano go «politizolatorem». Ten «izolator dla więźniów politycznych» był ściśle odgrodzony od świata. Panował tu nie obozowy, a więzienny regulamin dnia. Ciężkich robót raczej nie stosowano, ale za to wieloletnią, całkowitą izolację. W celi siedziały we dwie. Nawet z sąsiadkami z innych cel widywały się bardzo rzadko. Po okresie więzienia w Irkucku, siostra Róża została skazana na kolejne trzy lata zesłania do wioski Kołpaszewo w Narymskim Kraju.

 

Z więzienia i zesłania siostra Róża pisała, jak już wyżej wspomniano, listy do swojej rodziny w Polsce. Były one przepełnione miłością i ukazują jej pokorne, lecz bohaterskie oblicze. S. Róża pisze w nich między innymi o Komunii św. i wzywa swoich najbliższych do czci i częstego przyjmowania Eucharystii: Tylko ten, kto – tak jak my – był pozbawiony tego Pokarmu, może zrozumieć Jego codzienny głód i szczęście, jakie daje możliwość korzystania z tego źródła prawdy; to przecież początek naszego prawdziwego życia, które nie ma końca. W jednym z listów do matki pisała natomiast o znaczeniu modlitwy: Nie martw się o mnie – mam się dobrze i niczego nie potrzebuję […] Ty zaś, proszę Cię, myśl o sobie. Mnie niczego nie trzeba – oprócz modlitwy.

 

Nieco światła na bogactwo duchowego życia sługi Bożej rzucają słowa napisane jeszcze w irkuckim więzieniu: Żyję spokojnie, jednostajnie, uczę się w zamknięciu być wolną duchem i żyć tym, w co wierzę […] Naszych najskrytszych pragnień nic w świecie spełnić nie może, bo świat nie jest w stanie zadośćuczynić potrzebom ludzkiego serca. To nie są tylko puste słowa, to rzeczywistość i każdy człowiek, kiedy zajrzy w głąb swego serca, doświadcza tego samego […].

 

Wszystkie listy siostry Róży, które przetrwały do naszych czasów, są pełne ufności Bogu i zapewnień, że zatroszczy się On o wszystko, co dla człowieka niezbędne. Ich wersy przepojone są też głęboką wiarą – nie spotkamy w nich ani jednego słowa smutku, zwątpienia czy żalu.

 

W dwa lata po powrocie s. Róży z zesłania została ponownie aresztowana, w 1935 roku. Mieszkała wówczas wraz z innymi siostrami, które, podobnie jak ona, przeszły przez więzienia i zsyłki. Zakonnice oskarżono o kontakty z uwięzionymi katolickimi duchownymi. Na dalsze śledztwo i rozprawę sądową przewieziono je do więzienia w Woroneżu i umieszczono w pojedynczych celach. Przesłuchania i konfrontacje z duchownymi i świadkami trwały dziesięć miesięcy – wspomina s. Filomea, należąca do tej wspólnoty. Tym razem siostry nie zostały jednak postawione przed sądem, lecz zwolniono je. Według relacji s. Filomei: Siostry powróciły do Tambowa, ale mieszkanie było już zajęte, a cały ich dobytek przepadł bez wieści. Dawna gospodyni była zaskoczona spokojnym zachowaniem sióstr wobec tego, co zastały. Jako że trzeba było wszystko zaczynać od nowa, siostry, wyjechawszy z Tambowa, zamieszkały w niewielkim miasteczku Małojarosławcu [120 km na południe od Moskwy – P.P.]. Stamtąd, chociaż niezbyt często, można było jeździć do Moskwy, by uczestniczyć w Mszach świętych i przystępować do spowiedzi i Komunii św. W Małojarosławcu przebywała też wtedy s. Róża.

 

W miasteczku tym Róża, razem z kilkoma jeszcze siostrami, znalazła zatrudnienie w szkole. Aby zarobić na życie – uczyła języka niemieckiego. W większe święta siostry nie pracowały, co mogło przysporzyć im problemów, ale Pan Bóg chronił je przed tym i wszystko się jakoś układało. Wkrótce jednak nadeszły nowe doświadczenia. W szkole, gdzie s. Róża pracowała wraz z siostrą Antoniną, wciągnięto je na listę ateistycznych agitatorów. Kiedy zakonnice kategorycznie odmówiły przyjęcia tej funkcji, zostały zwolnione i musiały szukać innej pracy. Siostra Róża znalazła posadę maszynistki i z racji szybkości pisania na maszynie i rzetelności swojej pracy nadano jej przydomek „maszynistka-błyskawica”

 

Siostry mieszkały wspólnie. W tamtych skomplikowanych czasach kontynuowały swoją służbę religijną – podtrzymywały na duchu wierzących i przygotowały dzieci do Pierwszej Komunii św. – chociaż było to bardzo niebezpieczne. Siostra Róża wraz z inną siostrą, Teresą, jako najmłodsze, wykonywały najcięższe prace domowe: nosiły wodę ze studni i prały bieliznę.

 

Pewnego razu wydarzył się pewien epizod, który miał rzucić światło na dalsze życie s. Róży. Wydarzenie to relacjonuje s. Filomena: Pewnego razu Teresa zobaczyła nad głową siostry Róży świetlisty, złoty wieniec i stało się dla niej jasne, że siostra pierwsza z nas umrze (chociaż wśród nas były siostry o wiele słabszego zdrowia). Kiedy s. Teresa opowiadała o tym innym siostrom, wszystkie zaczęły się śmiać, a sama siostra Róża Serca Maryi oświadczyła, że jest zdrowa jak koń. Ale to przeczucie się spełniło. Siostra Róża była zdyscyplinowaną i przykładną zakonnicą, zawsze miłą i życzliwą, (…) wykonującą każdą pracę szybko i dobrze, a ściślej mówiąc, wzorowo. Jej dewizą było: «Być wszystkim dla wszystkich» – i tak też postępowała w codziennym życiu. Promieniująca, pogodna, ofiarna i pokorna!

 

W roku 1942, po wycofaniu się Niemców z Małojarosławca, pod fałszywym zarzutem współpracy z okupantem, aresztowano siostrę Teresę. W dalszej kolejności uwięziono przełożoną – siostrę Stefanię, która została zesłana do Kazachstanu, do wsi Nowo-Szulba, położonej 100 km od Siemipałatyńska. Siostra Róża, ze względu na zły stan zdrowia s. Stefanii, pojechała razem z nią, aby służyć jej pomocą w ciężkich warunkach, które je tam czekały. Obie już jednak stamtąd nie powróciły. Oto, co mówi siostra Filomena o ostatnich dniach życia i śmierci siostry Róży: Mieszkańcami Nowo-Szylby byli przeważnie Kazachowie. Drastycznie brakowało tam żywności. Siostry w tym czasie nie miały żadnej pracy zarobkowej, przymierały głodem, przez co były bardzo osłabione. Siostra Róża, jako młodsza i silniejsza, wszystkie troski i kłopoty brała na siebie. Kiedy obie, zachorowawszy na ciężką postać krupowego zapalenia płuc, leżały w łóżkach, s. Róża, znosząca chorobę nieco łagodniej, wstała, aby opiekować się s. Stefanią. Jednak jej serce nie wytrzymało takiego wysiłku i zmarła 10 stycznia 1944 roku.

 

Z opowiadań innych sióstr wynika, że s. Różę mogła pochować jedna z jej znajomych. Przed pogrzebem ubrano ją w białą szatę. Twarz zmarłej jaśniała spokojem. W ten sposób – jak pisze s. Jozafata, osobiście znająca s. Różę – dokonała się ofiara, która może mało znaczy dla ludzi, ale ma wielkie znaczenie przed Tronem Boga. W każdym kraju podobne ofiary przynoszą wiele miłości i miłosierdzia.

 

Paweł Parfientiew

 

Przetłumaczyła z rosyjskiego Aniela Czendlik

 


© Postulator Causae Beat. seu Declarationis Martyrii S. D. Antonii Malecki et Soc.