Strona główna
 Informacje
 Proces beatyfikacji
  Postulatura
  Trybunal
 Słudzy Boży
  o. Fabian Abrantowicz, MIC
  m. Katarzyna Abrikosowa, OPL
  o. Epifanij Akułow
  ks. Konstanty Budkiewicz
  ks. Franciszek Budrys
  o. Potapij Emeljanow
  s. Róża Serca Maryi
  Kamila Kruszelnicka
  Biskup Antoni Malecki
  o. Janis Mendriks, MIC
  ks. Jan Trojgo
  ks. Paweł Chomicz
  o. Andrzej Cikoto, MIC
  ks. Antoni Czerwiński
  o. S. Szulmiński, SAC
 Archiwum
  abp. E. Profitlich, SJ
 Biblioteka
 Kontakty

„Nie trwóżcie się, że nas prześladują i znęcają się nad nami:

my stoimy twardo na Skale Piotrowej”

(o. Potapiusz Emelianow)

 

O. Potapiusz (ros. Potapij) Emelianow to niezwykła osobowość. Rdzenny Rosjanin, zakonnik, idąc za głosem sumienia, został katolikiem. Zmienił całe swoje dotychczasowe życie, a jego uwieńczeniem było świadectwo wiary i męczeństwa. Sylwetka tego człowieka przeciwstawia się niesłusznym zarzutom stawianym niejednokrotnie Kościołowi katolickiemu przez tych, którzy chcieliby go postrzegać jako intruza i wspólnotę zupełnie obcą mieszkańcom Rosji. W czasie okrutnych prześladowań, życie i wiara o. Potapiusza podporządkowane zostały bardzo prostej zasadzie. W każdym momencie pozostawał on wierny Bogu i prawdzie. Sam o tym mówił jasno i konkretnie, odpierając zarzuty związanie z jego przejściem na katolicyzm: Zasada, którą kieruje się moja dusza, brzmi: nie sprzeciwiać się prawdzie.

 

Piotr Andriejewicz Emelianow przyszedł na świat w guberni ufijskiej w latach 80-tych XIX w. Nie wiadomo dokładnie, czy miało to miejsce w 1881, czy raczej w 1884 roku. Nie znamy też nazwy wsi, w której się urodził. Jego ojciec, chłop pańszczyźniany, był staroobrzędowcem-bezpopowcem. Szczególną życzliwością darzył Piotra biskup prawosławny, Antoni Chrapowicki (później znany działacz prawosławny na emigracji), który skłonił całą rodzinę ku oficjalnemu prawosławiu i został jej protektorem. Kierował on diecezją, do której należała wioska, gdzie mieszkali Emelianowie. Gdy objął urząd arcybiskupa wołyńskiego z siedzibą w Ławrze Poczajowskiej, zabrał do siebie chłopca, jako nowicjusza. Piotr został szybko postrzyżony na mnicha i nadano mu nowe imię – Potapiusz.

 

Już początek życia przyszłego wyznawcy naznaczony jest pieczęcią głębokiej duchowości. Jego chłonna dusza przyjmowała z pewnością wszystko, co najlepsze z tego, co spotykała w środowisku zakonnym – miało to niewątpliwie wpływ na jego poważny stosunek do służby Bożej. Można przypuszczać, że zaczęły się tam kształtować również inne zalety ducha przyszłego wyznawcy, tak charakterystyczne dla rosyjskiej tradycji świętości: niezwykła prostota, szczera szlachetność i głębokie miłosierdzie wobec cierpienia bliźnich. Kiedy – już na Wyspach Sołowieckich – w protokole z przesłuchania o. Potapiusza śledczy w rubryce „wykształcenie” wpisali: „wychowanek mnichów”, trzeba przyznać, że jest to trafna charakterystyka początków drogi duchownej o. Potapiusza – katolickiego wyznawcy, wyrosłego z samego serca prawosławia, z jego życia monastycznego.

 

Należy zwrócić uwagę również na inną cechę charakteru zakonnika, której był zawsze wierny. Jego droga życiowa, naznaczona wszystkim co najlepsze w środowisku, z którego wyrastał, nacechowana była jednak dużym indywidualizmem. Cechowała go bowiem spokojna lecz stanowcza, pełna pokory, ale wzniosła niezależność duchowa, właściwa ludziom, kierującym się w życiu wyłącznie wiernością Bogu. Ta bezkompromisowość sumienia, wpatrzonego wyłącznie w Chrystusa, przejawiła się także wówczas, gdy o. Potapiusz, jako wychowanek bpa Antoniego, nastawionego zdecydowanie przeciwko katolicyzmowi i jako zakonnik Ławry Pieczerskiej znanej również ze swoich tradycyjnie antyłacińskich nastrojów, został przekonanym katolikiem.

 

W roku 1908 mnich Potapiusz został powołany do carskiego wojska, lecz szybko go zwolniono ze względu na kiepski stan zdrowia. Został wtedy skierowany na studia teologiczne do Żytomierza, gdzie kształcono prawosławnych duchownych i tam, w roku 1911, przyjął święcenia kapłańskie.  Aż do roku 1917 pozostawał w klasztorach prawosławnych.

 

W trakcie studiów teologicznych, zgłębiając dzieła Ojców Kościoła i historię soborów powszechnych, zaczął się skłaniać ku katolicyzmowi.  Zafascynowały go świadectwa Ojców Kościoła o prymacie biskupa Rzymu. Należy podkreślić, że o. Potapiusz nie znał w tym czasie żadnego katolickiego duchownego, tak więc trudno mówić o jakimkolwiek zewnętrznym wpływie na formowanie się jego przekonań. To, że przekonania te nie były dla o. Potapiusza czymś przypadkowym, można zauważyć po sile, z jaką przeciwstawiał się on poglądom większości otaczających go mnichów. Słuszność zmiany światopoglądu znalazła potwierdzenie również w jego późniejszych kazaniach, cieszących się dużym zainteresowaniem wiernych oraz w jego niezłomnej postawie w obliczu prześladowań, które już niedługo miały go dotknąć.

 

Wtedy jednak nie było jeszcze mowy o żadnych prześladowaniach. W roku 1917 młodego kapłana skierowano tymczasowo do posługi wśród jednowierców (jednowiercami nazywano staroobrzędowców, którzy przystąpili do jedności z Kościołem prawosławnym, zachowując jednak stary obrządek i tradycję – swego rodzaju „prawosławna unia”) w wiejskiej parafii Dolna Bogdanówka. Wieś ta znajdowała się niedaleko Ługańska (dzisiaj Ukraina) i była zamieszkana głównie przez Rosjan. Jej mieszkańców cechowało duże przywiązanie do tradycji, wysoki poziom życia moralnego, które czerpało z silnych, patriarchalnych więzów rodzinnych. Nie było tam miejsca na rozpustę, kradzieże czy pijaństwo. Dolna Bogdanówka liczyła około 50.000 mieszkańców i miała trzy parafie: prawosławną, jednowierców i staroobrzędowców. O. Potapiusz bez trudu zdobył sympatię ludności. Jego gruntowna znajomość prawosławnej liturgii i wspaniałe kazania przyciągały wiernych z innych parafii, a nawet z sąsiednich wsi. Parafinie postanowili wybrać go na swego proboszcza, w miejsce dotychczasowego – biernego i leniwego. Biskup zatwierdził ten wybór.

 

Właśnie w Bogdanówce ujawnił się apostolski duch o. Potapiusza. Doszedł on do głębokiego przekonania o prawdziwości katolicyzmu i czuł się w obowiązku ujawnić tę prawdę. Trzeba dodać, że trafił na niezwykle podatny grunt – sam wywodząc się z rodziny chłopskiej, dobrze znał życie i potrzeby prostych włościan oraz sposób ich myślenia. W swoich licznych kazaniach rozważał fragmenty Pisma świętego, zwłaszcza Listy św. Piotra. Opowiadał parafianom o papieżach i życiu sławnych świętych, nie pomijając tych wywodzących się z prawosławia. Do jego ulubionych postaci należeli: św. Leon Wielki i św. Grzegorz Wielki.  Obaj czczeni są w liturgii w rosyjskim Kościele prawosławnym. W roku 1918 parafianie, po wpływem prokatolickich sympatii o. Potapiusza postanowili przystąpić do jedności z Rzymem.

 

Szukając sposobu, by można było to urzeczywistnić, o. Emelianow  postanowił zwrócić się z tą sprawą do Egzarchatu Rosyjskiego Kościoła Greckokatolickiego w Petersburgu, którym kierował Leonid Fiodorow (w roku 2001 beatyfikowany przez Ojca św. Jana Pawła II). Parafianie zaopatrzyli swego proboszcza w pieniądze na drogę i ten pojechał do Piotrogrodu, gdzie został oficjalnie przyjęty do wspólnoty Kościoła katolickiego. Warto w tym miejscu dodać, że kilka dni w Piotrogrodzie spędził u boku bł. Leonida Fiodorowa w zachowanym do dzisiaj budynku przy parafii św. Katarzyny. Z duszpasterskim przesłaniem i błogosławieństwem egzarchy o. Potapiusz powrócił do swych parafian. Napisał wtedy: Kiedy wróciłem do parafii z katolickim błogosławieństwem egzarchy, jego pismem i przesłaniem, które odczytałem po śpiewach błagalnych, wyrazom radości i łzom wzruszenia nie było końca, gdyż przesłanie przepełniała najgorętsza miłość i ojcowskie pouczenia.

 

Od tej chwili dla całej parafii – a zwłaszcza dla o. Potapiusza – rozpoczęła się ciernista droga wyznawcy wiary. Nie ustawały próby, by odwieść bogdanowiczan od podjętej decyzji. W tym celu uciekano się do nieuczciwych i niechrześcijańskich metod działania, nie wyłączając przemocy, czy rozprzestrzeniania pogłosek, że o. Potapiusz i jego parafianie są bolszewikami. Władze wyekspediowały do Bogdanówki karną kompanię, która, po przyjeździe do wsi, nahajkami rozpędzała wiernych. Niedługo po tym, na podstawie tych samych oskarżeń, przedstawiciele władzy ponownie uciekli się do przemocy. Pobito o. Potapiusza i kilku jego najaktywniejszych parafian. W wyniku tych zajść duchowny trafił do szpitala w Ługańsku. Tam odwiedził go miejscowy kapłan katolicki, który wyjaśnił władzom, że zostały wprowadzone w błąd. Sprawę zatuszowano, a miejscowi dysydenci więcej już nie nękali o. Potapiusza.

 

Prawosławni hierarchowie, którzy oczerniali o. Potapiusza, nie wiedzieli, że rzeczywiście bolszewicy bardzo szybko dojdą do władzy i rozpoczną tak zaciekłe prześladowania z powodu swej nienawiści do wiary, że boleśnie dotkną one zarówno obecnych gnębicieli, jak i ich ofiary.

 

Do Bogdanówki przyjechał pewnego razu nawet biskup prawosławny. Ze łzami w oczach miał błagać parafian, by porzucili katolicyzm, ale ci nie chcieli zmienić powziętej decyzji. U swojego duszpasterza – mówili bogdanowscy katolicy – widzieliśmy nie tylko łzy, ale i krew po pobiciu z waszego nakazu, a potem na kolanach prosili hierarchę: Zostawcie nas w spokoju. Pozwólcie nam pozostać przy swoich przekonaniach i przy naszym pasterzu.

 

Znowu zmieniła się władza – tereny Bogdanówki znalazły się pod nadzorem białogwardzistów. Ponownie zaczęto rzucać bezpodstawne oskarżenia. 30 października ujęto o. Potapiusza w kościele, nie pozwalając mu nawet dokończyć Mszy św., i wtrącono do więzienia. Dwa miesiące później przyszli bolszewicy i uwolnili wszystkich uwięzionych, w tym duchownego. Wkrótce władza znów znalazła się w rękach białogwardzistów – tym razem armii Denikina – i o. Potapiusz, na skutek nowych donosów, został ponownie uwięziony – tym razem na trzy miesiące.

 

W areszcie spotkał się z nim prokurator, przekonując go, by wycofał się z „jezuickiej polityki”, w którą został „uwikłany”. W odpowiedzi na to duchowny zapewnił go z pełnym przekonaniem: Nie prowadzę żadnej świeckiej polityki. Staram się jedynie szerzyć Królestwo Chrystusa i pokazywać tym, którzy tego pragną, jak się do niego dostać, jak wejść na tę skałę, na której zostało zbudowane. Jeśli nazywacie to jezuicką polityką, to wasza sprawa, a ja wam tylko powiem, że taki jest nakaz Chrystusa, naszego Króla; jeśli przyszłoby mi, z Bożą pomocą, cierpieć, to ja nie tylko nie zrezygnuję z takiej polityki, ale zgodzę się jeszcze po tysiąckroć podpisać ją własną krwią. Takie są moje zamiary i cele, a wy, jeśli chcecie, nazywajcie to sobie polityką.

 

Tymi słowy o. Potapiusz wyraził przekonania, którymi żył i w których rzeczywiście nie było żadnej świeckiej polityki. Za przekonania te cierpiał zarówno od władz niemieckich jak i od monarchistów, a później – od komunistów, ale nigdy nie zaparł się ich, ani nie sprzeniewierzył się swojemu sumieniu. Jeśli zaś chodzi o jego świeckie poglądy, możemy je znaleźć w jednym z sołowieckich protokołów przesłuchań o. Potapiusza. W punkcie dotyczącym poglądów duchownego, czytamy: „oświadcza, że nie ma żadnych przekonań politycznych”.  Takie stanowisko w pełni odpowiada tradycji wielu rosyjskich świętych – chociażby św. Niłowi Sorskiemu – przestrzegających słów Ewangelii o Królestwie Niebieskim, które nie jest z tego świata.

 

Przebywając w więzieniu, o. Potapiusz cudem uniknął śmierci – jako jedyny z dużej grupy skazanych nie został deportowany do obozu. Wszystkich więźniów, pędzonych na miejsce przeznaczenia, rozstrzelano pod pretekstem próby ucieczki – była to często praktykowana metoda. 24 grudnia 1919 roku Starobielsk, gdzie o. Potapiusz przebywał w więzieniu, znów zajęli bolszewicy i uwolnili więźniów.

 

O swoim powrocie do parafii o. Emelianow tak pisał do innego duchownego: Moje zjawienie było dla nich dosłownie powstaniem z martwych, łzy radości płynęły niepowstrzymanie. Wszyscy, starzy i młodzi, pragnęli namacalnie się przekonać, że rzeczywiście żyję, gdyż od dawna im wmawiano, że zginąłem. Dalej o swojej sytuacji pisał: A tym, że nas prześladują i znęcają się nad nami, nie trwóżcie się: my stoimy twardo na Skale Piotrowej.

 

Po powrocie o. Potapiusza do parafii pojawiły się nowe problemy. Kiedy przebywał w areszcie, jego osobiste rzeczy padły łupem złodziei. Rozgrabiono też część majątku kościelnego. W wiosce szerzył się wandalizm i bieda – nawet wśród niedawno jeszcze zamożnych chłopów. Zaostrzył się konflikt wokół kościoła. Prawosławni, którzy byli w mniejszości, nie chcieli przekazać świątyni parafii katolickiej. Odbył się sąd. Sprawa została rozstrzygnięta na korzyść o. Potapiusza i jego parafian. To jeszcze bardziej rozdrażniło przeciwników – doszło nawet do próby spalenia kościoła, aby nikomu nie przypadł on w udziale. Wobec tej skomplikowanej sytuacji, która pod wieloma względami przypomina dzisiejsze spory kościelne na Wschodzie, o. Potapiusz znów postąpił tak, jak można było tego oczekiwać po rosyjskim Bożym bojowniku. Pisze o tym w liście do greckokatolickiego metropolity lwowskiego, Andrzeja Szeptyckiego: Panujące nastroje były przeciwne chrześcijańskim ideałom i uznaliśmy, że najlepiej będzie ustąpić i oddać świątynię. Sami zaś będziemy się gromadzić na modlitwie w prywatnym, dość już zniszczonym domu, bo przecież lepiej zamienić martwy przedmiot na żywe dzieło. W tym przedsięwzięciu, jak i w wielu innych, przejawia się głęboki ewangeliczny duch o. Potapiusza.

 

Za czasów władzy sowieckiej życie parafii niedługo cieszyło się spokojem. O. Potapiusz nie siedział wtedy z założonymi rękami – głosił kazania, troszczył się o parafian, pomagał biednym. Wszystkie te prace, które są tak naturalne dla każdego kapłana naśladującego Jezusa Chrystusa – Dobrego Pasterza, posłużą potem za powód do postawienia mu zarzutów.

 

Pod koniec1924 roku o. Potapiusz zawarł znajomość z o. Piusem Eugeniuszem Neve, Francuzem, duchownym z Kongregacji Księży Assumpcjonistów.  Kapłani zaprzyjaźnili się i te więzi, przejawiające się we wzajemnej trosce, pomocy, a także korespondencji, przetrwały najtrudniejsze dla Kościoła czasy, kiedy to o. Pius Eugeniusz, mianowany biskupem, został apostolskim administratorem Moskwy. Przyjaźń ta, mająca zawsze na uwadze troskę o dobro Kościoła, również zostanie użyta jako oskarżenie bogdanowskiego proboszcza.W aktach śledczych napisano bowiem między innymi: „Na polecenia Neve, które pochodziły z Watykanu, Emelianow nie tylko uprawiał propagandę religijną, ale zajmował się też rozdawaniem chłopom pieniędzy w charakterze zapomóg, dążył do poprawy bytu chłopów, by ci mogli żyć w dostatku, jak również płacił za nich podatki i wnosił inne opłaty skarbowe”. Oto, o jak poważne przestępstwa władza sowiecka oskarżała wiejskiego proboszcza. Tę pomoc, udzielaną chłopom (głównie swoim parafianom), śledztwo naświetliło jako podstępne przeciąganie wiernych na stronę katolicką.

 

O. Potapiusza aresztowano po raz kolejny 27 stycznia 1927 roku, a 12 września skazano na 10 lat poprawczego obozu pracy i zesłano na Sołowki. 24 marca 1928 roku otrzymał uzupełnienie wyroku: „amnestii nie podlega”.

 

Kiedy o. Protapiusz trafił na Wyspy Sołowieckie, byli tam już inni katolicy, a wśród nich również katoliccy duchowni obydwu obrządków z egzarchą Leonidem Fiodorowem na czele. Zaczęło rozwijać się życie religijne w duchu Kościoła katolickiego, odprawiano potajemnie Msze św. W książce diakona Wasyla o bł. Leonidzie Fiodorowie czytamy: Wszyscy wnet polubili o. Potapiusza, bo umiał zjednywać sobie ludzi i miał po prostu „złote ręce”. Ponadto okazał się wspaniałym krawcem. W roku 1928 uszył piękną białą szatę liturgiczną. Trudził się nad nią z niezwykłą starannością i z dziecięcą wprost pasją. Szata była bardzo piękna i używano jej tylko w dni świąteczne. Dzięki swojej sile fizycznej i wytrzymałości, służył często pomocą swoim słabszym współbraciom.

 

We wspomnieniach ks. Donata Nowickiego – innego sołowieckiego więźnia – mamy jeszcze jedno świadectwo o o. Potapiuszu, które mówi samo za siebie i pokazuje nam jego prawdziwie święty charakter. Otóż wśród więźniów na Sołowkach był pewien katolicki kapłan, ks. Feliks Lubczyński. Wiele wycierpiał, co ciężko odbiło się na jego zdrowiu i w końcu dostał się do więziennej lecznicy: W lazarecie stan jego zdrowia pogarszał się z każdym dniem. Na szczęście, znajdował się też tam, po operacji hemoroidów, o. Potapiusz Emelianow. Zajął się chorym z ogromną troską i czułością. Dzięki niemu lekarz, który dotychczas ociągał się z postawieniem pacjentowi konkretnej diagnozy, teraz niezwłocznie zbadał chorego i stwierdził u księdza Feliksa zapalenie przedniej części mózgu […] Ale pomagający mu sanitariusz zachowywał się w stosunku do chorego kapłana niezwykle grubiańsko i odmawiał mu wszelkiej posługi, nazywając go symulantem. Jeśli by nie ingerencja o. Potapiusza, sytuacja biednego pacjenta byłaby naprawdę straszna. Chcąc jak najbardziej ulżyć choremu współbratu, o. Emelianow wymógł na lekarzu, by księdza Feliksa przeniesiono na inną salę, gdzie mógł już pielęgnować go z iście macierzyńską troską. Widząc, że zbliża się koniec ziemskiego życia kapłana, o. Potapiusz wspomniał mu o spowiedzi. Chory był niezwykle szczęśliwy i wdzięczny za tak wzruszającą troskę, jakiej doznawał ze strony tego życzliwego kapłana i, wyspowiadawszy się, ucałował jego dłonie i długo trzymał je w swoich. O. Emelianow był też wspaniałym gawędziarzem i często pocieszał chorego licznymi ciekawymi i pouczającymi opowieściami. 17 listopada ksiądz Feliks spokojnie skonał we śnie. Wiedząc, że zmarłego zabiorą do kostnicy, kiedy tylko dowiedzą się, że nie żyje, o. Potapiusz odprawił pośpiesznie nad nim obrzędy pogrzebowe, które znał na pamięć. Teraz trzeba było się zatroszczyć o chrześcijański pochówek. Jako dobry krawiec, o. Emelianow uszył z prześcieradła stułę i atramentowym ołówkiem narysował na niej krzyżyk. Dzięki znajomościom, poszliśmy obaj do kostnicy, by pomodlić się przy trumnie. Później poświęciliśmy i zabiliśmy wieko trumny. Nie zapomnę wyrazu twarzy księdza Feliksa. Na ustach miał lekkich uśmiech, jakby dziękował nam za opiekę, a przede wszystkim za spowiedź, obrzędy i stułę.

    

W roku 1929 duchowni, którzy pozostali na Sołowkach, zostali przewiezieni na wyspę Anzer. Tam odizolowano ich od reszty więźniów i osadzono w najbardziej na północ wysuniętej części wyspy – tzw. Troickiej komenderówce. Znalazł się tam również o. Potapiusz oraz wszyscy ponownie aresztowani katoliccy duchowni.

 

Mieszkając razem, duchowni zorganizowali swoistą katolicką komunę, wspólnotę unikatową na skalę historii Kościoła katolickiego. Znaleźli się w niej zarówno katolicy obrządki łacińskiego jak i rytów wschodnich: rosyjskiego, ormiańskiego i gruzińskiego. Mimo częstych rewizji członkom owej wspólnoty udało się zgromadzić potrzebne do Mszy św. szaty, ikony, naczynia liturgiczne i księgi. Wino i chleb, niezbędne w liturgii, otrzymywali w paczkach z zewnątrz. Diakon Wasyl pisze w swoich wspomnieniach: gromadzili się na modlitwie w lesie, w gęstym brzozowym zagajniku, który zaczynał się zaraz za budynkiem (w którym mieszkali – P.P.). Na Anzerze było dużo kamieni. Po długich poszukiwaniach znaleźli wreszcie ten odpowiedni. Żeby przysposobić go do celów liturgicznych, trzeba było unieść go jedną stroną, ale w tym przeszkadzał inny kamień, leżący przed tym większym. Po zastanowieniu, postanowili podnieść go, przesunąwszy ten mniejszy trochę w lewo, aby można było wykorzystać go jako ołtarz w liturgii obrządku wschodniego. Wszyscy wzięli się z zapałem do pracy, ale jeśli nie byłoby tam o. Potapiusza, wyróżniającego się imponującą siłą fizyczną, chyba by sobie nie poradzili, bo mniejszy kamień tkwił mocno w zagłębieniu i trudno było go ruszyć. Obfity pot, który spływał po ciele duchownego, wymownie świadczył o rozmiarach podjętego wysiłku… Na tym kamieniu odprawiano Msze św. Potem były one celebrowane na strychu pomieszczenia, w którym przebywali więźniowie.

 

Członkowie „komuny” nie pracowali w niedzielę i święta, powiadamiając o tym administrację łagru. Za to musieli odrobić wszystko z nawiązką w innym czasie. Wszelkie ważne kwestie rozstrzygali wspólnie. Tak było na przykład w przypadku, kiedy odmówili subskrypcji pożyczki państwowej, gdyż zgromadzone pieniądze mogły zostać użyte na potrzeby antyreligijne. Duchowni prowadzili wspólne gospodarstwo, przyrządzali dla wszystkich posiłki i razem się modlili.

 

Trwało to trzy lata. W roku 1932 rozpoczęto wewnętrzne obozowe śledztwo w sprawie „komuny księży”. Skonfiskowano wszystkie przedmioty kultu religijnego, a duchownych z różnymi wyrokami rozesłano do innych więzień i łagrów. W sprawie o. Potapiusza zdecydowano: „trzymać go na wyspach w izolacji od pozostałych księży aż do końca kary”. Znaczyło to, że śledczy uznali go za uparciucha, wywierającego „negatywny” wpływ na innych więźniów poprzez umacnianie ich w wierze.

 

Rzeczywiście, o. Potapiusz zawsze i wszędzie pozostawał wierny poznanej prawdzie. W protokole przesłuchania w sprawie „komuny” można przeczytać jego zeznanie: Czas spędzony w obozie nie zachwiał moimi przekonaniami religijnymi, wręcz przeciwnie, tu stałem się jeszcze bardziej nieugiętym katolikiem i nadal nic nie jest w stanie mną zachwiać. W sołowieckim obozie, jak zresztą wszędzie, duchowny cały czas pozostawał takim samym nieustraszonym świadkiem wiary, którego nie złamały żadne niedole i prześladowania, a wręcz uczyniły go jeszcze bardziej niezłomnym.

 

Szczegóły dalszego życia o. Potapiusza pozostają nieznane. Kilka następnych lat spędził w różnych sowieckich łagrach. 4 sierpnia 1936 roku został zwolniony – przedterminowo, jak się później okazało – na 10 dni przed śmiercią. Należy przypuszczać, że powodem zwolnienia duchownego był zły stan jego zdrowia, nadwerężonego latami więziennego i obozowego życia. 14 sierpnia 1936 roku ten dzielny kapłan skonał na stacji kolejowej Nadwojce Murmańskie. Miejsce jego pochówku do dziś pozostaje nieznane.

 

Osobowość o. Potapiusza przez całe życie była niezwykle jednolita i spójna. Zawsze we wszystkim szukał najpierw Królestwa Bożego. Wierzę, że teraz, stojąc przed obliczem Boga, nieustannie modli się, byśmy podążali ku temu Królestwu. Autor artykułu pragnie dać świadectwo, że sam wielokrotnie uciekał się do modlitewnej pomocy o. Potapiusza, wzywając jego stawiennictwa – i jest przekonany, że za jego przyczyną nie raz doświadczał Bożego wsparcia.

 

Niestety, nie znaleźliśmy żadnej fotografii o. Potapiusza Emelianowa. Prosimy wszystkich, którzy mogą dopomóc w jej zdobyciu, aby zwrócili się do ks. Bronisława Czaplickiego lub do autora niniejszego opracowania. Jest to niezwykle ważne dla tych, którzy czczą pamięć Sługi Bożego i może pomóc w dziele szerzenia jego czci.

 

Paweł Parfientiew

Z rosyjskiego tłumaczyła Aniela Czendlik


© Postulator Causae Beat. seu Declarationis Martyrii S. D. Antonii Malecki et Soc.