Strona główna
 Informacje
 Proces beatyfikacji
  Postulatura
  Trybunal
 Słudzy Boży
  o. Fabian Abrantowicz, MIC
  m. Katarzyna Abrikosowa, OPL
  o. Epifanij Akułow
  ks. Konstanty Budkiewicz
  ks. Franciszek Budrys
  o. Potapij Emeljanow
  s. Róża Serca Maryi
  Kamila Kruszelnicka
  Biskup Antoni Malecki
  o. Janis Mendriks, MIC
  ks. Jan Trojgo
  ks. Paweł Chomicz
  o. Andrzej Cikoto, MIC
  ks. Antoni Czerwiński
  o. S. Szulmiński, SAC
 Archiwum
  abp. E. Profitlich, SJ
 Biblioteka
 Kontakty


Ks. Stanisław Szulmiński SAC

 na tle losów duchowieństwa katolickiego w ZSSR.


Wstęp

Ks. Stanisław Szulmiński (1894-1941) znany jest jako apostoł ekumenizmu i pojednania Kościołów wschodniego i zachodniego. Na rzecz tej sprawy pracował w Polsce w latach 1923-1939. Jego działalność i cała postawa życiowa, budząca dziś coraz większe zainteresowanie i uznanie, czynią go kandydatem na ołtarze. Jego gorącym pragnieniem była praca wśród katolików i prawosławnych na terenie ZSSR w okresie międzywojennym w duchu pojednania obu tych wyznań. Wielo-krotnie zwracał się przez swoich biskupów ordynariuszy, a następnie przełożonych zakonnych, do Stolicy Apostolskiej o pozwolenie udania się tam. Nie otrzymując go, czekał sposobnej chwili. Aresztowany w 1939 r. kresach wschodnich przez władze sowieckie, znalazł się w łagrze pod Uchtą, skąd już nie wyszedł. Idea pojednania Kościołów, której służył, nabrała dziś nowego znaczenia i aktualnośc i. Niezmierzone tereny wschodnie, tak długo zamknięte i niedostępne, oczekują dziś na podobnych do niego kapłanów i duszpasterzy.

Przez ostatni, niespełna dwuletni okres swojego życia, spędzony w więzieniu i łagrze (październik 1939 - listopad 1941) oraz śmierć w tym ostatnim, ks. Szulmiński należy do liczby ok. tysiąca księży katolickich narodowości polskiej, niemieckiej (z diecezji saratowskiej w Rosji), litewskiej, łotewskiej, ukraińskiej i innej oraz tysięcy księży prawosławnych i duchownych innych wyznań, którzy w okresie międzywojennym, w czasie wojny i później zostali przez władze ZSSR aresztowani, uwięzieni i zesłani do łagrów. Należy również do tej ich części, która zginęła tam i została pogrzebana na bezimiennych, zwykle dziś już nieistniejących, przyłagiernych miejscach pochówku, rozsianych na terenach dalekiej Północy i gdzie indziej. Wyróżnia go jednak w tym wypadku to, a jest to przywilej bardzo nielicznej grupy, że znana jest dokładna data jego śmierci w dniu 27 listopada 1941.

Warto zwró cić uwagę na wspomniany już fakt, że życie ks. Szulmińskiego, zwłaszcza ostatni jego okres, stanowi, w wymiarze indywidualnym, część dramatycznych dziejów Kościoła katolickiego i prawosławnego oraz Kościołów protestanckich, a dokładniej mówiąc taką właśnie część losów duchowieństwa różnych wyznań w ZSSR. Bliższe zapoznanie się z tym faktem stawia jego osobę i najważniejsze jego decyzje życiowe w pełniejszym świetle, pozwalającym je lepiej zrozumieć i ocenić.

Należy zwrócić uwagę na dwie sprawy: na wspomniane już jego pragnienie udania się do pracy na terenach wschodnich w latach międzywojennych oraz na ostatni okres jego życia, od decyzji pozostania pod okupacją i władzą sowiecką w paździe-rniku 1939 r., do chwili śmierci w listopadzie 1941 r. w łagrze pod Uchtą. W okupacji tej dostrzegł, nie tylko on zresztą, jak o tym będzie mowa niżej, otwarcie się szansy i możliwości jakiejś formy pracy kapłańskiej na terenach wschodnich, do której się przez kilknaście lat niezwykle starannie przygotowywał. W ten sposób rozpoczął się okres jego życia, będący niejako ukoronowaniem dotychczasowych dążeń. Odnajdujemy w nim charakterystyczne analogie i różnice w porównaniu z losami wielu innych księży, którzy w tym samym czasie zostali na kresach wschodnich i gdzie indziej aresztowani, uwięzieni i zesłani do łagrów. W niniejszym rozważaniu zajmę się wspomnianymi wyżej dwoma okresami życia ks. Stanisława Szulmińskiego.

1. Dążenia ks. Stanisława Szulmińskiego na tle losów Kościoła katolickiego w ZSSR w okresie międzywojennym.

Stanisław Szulmiński urodził się w 1894 r. na Ukrainie (Odessa) i wychował na b. kresach wschodnich I RP. Szkołę średnią ukończył w Kamieńcu Podolskim, a do Seminarium Duchow-nego wstąpił, w 1917 r., w Żytomierzu na Wołyniu. Stro ny ro-dzinne opuścił w 1919 r., pozostawiając tam wielu przyjaciół i bliskich sobie ludzi w osobach wychowawców i kapłanów, mając 25 lat, a więc jako dojrzały już młody człowiek. Chciał dojść do kapłaństwa, co na Ukrainie pod władzą bolszewicką, po za-wie s zeniu działalności Seminarium w Żytomierzu, napotkałoby na trudne do przewidzenia przeszkody. Tam zrodziła się, na tle osobistych doświadczeń i przemyśleń, idea i sprawa jego życia - pojednanie Kościołów, zachodniego i wschodniego w Rosji oraz pragnienie pracy na Wschodzie dla tej sprawy.

W momencie jego wyjazdu zaczynał się już na Ukrainie i gdzie indziej w ZSSR, dramat Kościoła pod nową władzą. Jego pierwszy akt miał się zakończyć na rok przed wybuchem II wojny światowej zniszczeniem całej, budowanej tu od zgórą 600 lat administracyjnej i duszpasterskiej struktury Kościoła katolickiego, zamknięciem wszystkich świątyń i uwięzieniem wszystkich, miejscowych księży katolickich. Już w 1920 r., zagrożeni uwięzieniem i represjami opuścili, jak się miało okazać na zawsze, swoje, co dopiero reaktywowane, diecezje dwaj znani dobrze Stanisławowi Szulmińskiemu biskupi: Ignacy Dub-Dubowski (1874-1953) ordynariusz diecezji żytomierskiej i Piotr Mańkowski (1866-1937), ordynariusz diecezji kamienieckiej (Kamieniec Podol s ki), do której Stanisław Szulmiński należał. Nieco wcześniej aresztowani zostali, a niekiedy zamordowani, pierwsi księża z tych diecezji, co stanowiło zapowiedź podobnych losów wszystkich innych. Można tu wymienić, jedynie tytułem przykładu zresztą, losy kilku najbardziej ks. Szulmińskiemu znanych.

Ks. Władysław Dworzecki z Kamieńca Podolskiego, kierownik duchowny Stanisława z czasów szkolnych, kilkakrotnie więziony poczynając od 1922 r., został zesłany do ponurej sławy łagru na Wyspach Sołowieckich. Dobrze mu znany, ks. Andrzej Feduko-wicz, kanclerz kurii biskupiej w Żytomierzu i proboszcz kate-

dry w tym mieście, po torturach w więzieniu GPU wiosną 1924 r., gdzie podpisał list otwarty do papieża, mówiący o wolności religijnej panującej w ZSSR i szpiegowskiej działalności księży polskich na Ukrainie, oblał się naftą i podpalił, ponosząc śmierć. W tym samym czasie odbył się w Moskwie słynny i śledzony w napięciu przez całą opinię światową i polską, pokazowy proces 14 księży z arcybiskupem Janem Cieplakiem na czele, zakończony wyrokiem śmierci na arcybiskupa i ks. prał. Konstantego Budkiewicza z Petersburga. Na tym ostatnim wyrok został natychmiast wykonany.

Koledzy ks. Szulmińskiego z Seminarium Duchownego w Żytomierzu: Zygmunt Chmielnicki, Feliks Zabuski, Marian Sokołowski, Bolesław Żyliński, Stanisław Słotwiński, Wiktor Kryweńczuk, Jan Kotwicki, Bronisław Wąsowicz i Piotr Łowejko, już jako księża, znaleźli się, w latach dwudziestych i trzydziestych, w więzieniach i łagrach. O ich losach i o podobnych losach wielu innych księży na Ukrainie i gdzie indziej pod władzą sowiecką, systematycznie informowały pisma diecezji łuckiej, do której ks. Szulmiński należał, "Lud Boży" (1923-1925) i "Życie Katolickie" (1926-1939). Trzej z nich, ks. Zygmunt Chmielnicki, ks. Marian Sokołowski i ks. Piotr Łowejko, drogą wymiany na komunistów polskich, dokonywanej kilkakrotnie przez rząd polski, znaleźli się w dieczji łuckiej.

Do Łucka przyjeżdżali także inni księża z b. dieceezji żytomierskiej i kamienieckiej, którzy tą drogą znaleźli się w Polsce. Nie licząc uwięzionych i wymienionych w okresie 1919-1921 biskupów: Edwarda Roppa (1851-1939), Zygmunta Łozińskiego (1870-1932), Kazimierza M. Michalkiewicza (1865-1940), w latach 1924-1933 wymienionych zostało i przybyło do Polski z ZSSR, niekiedy via Łitwa lub Łotwa, ponad 40 księży. W Łucku nie brakło także Polaków, uciekinierów przez zieloną granicę, których relacje dotyczące, m.in., położenia Kościoła pod władzą sowiecką prasa publikowała. O jego prześladowaniu i niszczeniu w ZSSR pisały w Polsce różne pisma kościelne i inne. Wspomniany wyżej kolega St. Szulmiń-skiego z Seminarium w Żytomierzu, ks. Bolesław Żyliński, który na polecenie bpa Dub-Dubowskiego udał się, w listopadzie 1920 r., do pracy na Wołyniu, został ta m aresztowany w sierpniu 1926 r. i skazany na karę śmierci. W jej oczekiwaniu przez prawie pięć lat przebywał w więzieniu. W czasie transportu do łagru na wyspy Sołowieckie uciekł z obozu przesyłkowego k. Archangielska i we wrześniu 1930 r. dotarł do Polsk i. Jego wspomnienia opublikowała prasa krajowa.

W 1923 r. biskupi polscy ogłosili odezwę do cywilizo-wanego świata w sprawie Kościoła katolickiego w państwie sowieckim, opublikowaną w prasie polskiej. Pisali w niej m.in: "Bolszewizm to jest dosłownie walka antychrysta z Chrystusem, walka na śmierć i życie, nie znająca żadnej listości, nie cofająca się przed żadnym okrucieństwem i zbrodnią". Ocenę te potwierdzały nadchodzące ze wschodu wiadomości. Ukazywały się łatwo dostępne wówczas publikacje, przedstawiające tragiczne losy kapłanów i ludzi wierzących różnych wyznań w Sowietach, łatwo dostępne dla zainteresowanych. W 1934 wydana została w Warszawie obszerna biografia zmarłego w 1926 r.i bardzo popularnego w Polsce arcbpa Jana Cieplaka, a dwa lata później biografia bpa Antoniego Maleckiego, Adminis-tratora Apostolskiego w Leningradzie, potajemnie konsek-rowanego tam w 1926 r. przez ukrytego wysłannika papieża Piusa XI do ZSSR, bpa Michel`a d`Herbigny. Bp Malecki więziony i zesłany na wygnanie, zwolniony został 1934 r. dzięki interwencji rządu polskiego i mógł, już jako ciężko chory, przyjechać do Polski, gdzie wkrótce zmarł. Wydarzenie to stało się okazją do komentarzy o dokonującym się procesie niszczeniu Kościoła i prześladowaniach religijnych w ZSSR, zamieszczanych przez prasę polską.

Ks. Szulmiński, żywo zainteresowany przyszłą pracą duszpasterską na Wschodzie, niewątpliwie śledził te wydarzenia i publikacje. Sytuacja Kościołów różnych wyznań w ZSSR była mu doskonale znana. W tym świetle szczególnej wymowy nabierają jego wielokrotne prośby o zgodę na wyjazd do pracy duszpas-terskiej na Wschodzie.

Po otrzymaniu święceń kapłańskich w 1923 r., zgłosił biskupowi Piotrowi Mańkowskiemu gotowość udania do pracy w diecezji kamienieckiej za granicą wschodnią. Biskup jednak, biorąc pod uwagę panującą tam sytuację, nie skorzystał ze zgłoszenia i skierował go na studia teologii porównawczej i wschodniej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Należąc już do diecezji łuckiej, listem z dn. 2. 08. 1927 r. zwrócił się, za pośrednictwem swego ordynariusza, bpa Adolfa Szelążka, do papieża Piusa XI o zgodę na udanie się do ZSSR. Od kard. Gasperiego otrzymał odpowiedź raczej negatywną. Bp Michel d`Herbigny, przewodniczący papieskiej Komisji Pro Russia, który w tym czasie odwiedził Lublin, wyjaśnił mu, że jego prośba została przekazana Piusowi XI, który zastrzegł sobie tego rodzaju sprawy. Osobiście d`Herbigny nie przekreślał szans realizacji jego pragnienia i obiecał pomoc w tej sprawie. W ZSSR trwały w tym czasie n atężające się prześ-ladowania Kościoła.

W istniejących warunkach udanie się do ZSSR mogło mieć wyłącznie formę nielegalnego przedostania się do tego państwa. Narażało to na łatwe do przewidzenia konsekwencje: areszto-wanie, oskarżenie o szpiegostwo na rzec Polski, sąd i wyrok pozbawienia wolności na długie lata z zesłaniem do łagru, co byłoby karą w tym wypadku stosunkowo łagodną. W świetle prak-tyki ówczesnych władz sowieckich za bardzo prawdopodobne można uznać wydanie wyroku śmierci. Te ostatnie wyroki wydawane były nierzadko na miejscowych księży polskich i niemieckich (z die-cezji saratowskiej), oskarżanych o szpiegostwo na rzecz Polski lub Niemiec. Ten stan rzeczy był niewątpliwie podstawą od-mownych odpowiedzi władzy kościelnej na prośby ks. Szulmińs-kiego.

Po wstąpienia w 1928 r. do Księży Pallotynów, z czym wiązał nadzieje łatwiejszej realizacji swego zamiaru, ks. Szulmiński podejmuje na nowo starania o uzyskanie zgody na wyjazd na Wschód. Czyni to w liście z 1935 r. skierowanym znów do papieża Piusa XI. Przedstawia w nim cieżkie położenie katolików w ZSSR, zwłaszcza w Kazachstanie, podaje ich liczbę oraz dołącza mapy ilustrujące teren jego ewentualnej pracy. Dwa lata później zwraca się w tej samej sprawie do Generała Księży Pallotynów i ponawia swoją prośbę o wyjazd na Wschód. Przykrym rozczarowaniem były dla niego odpowiedzi nega-tywne lub też nie zabraniające, ale i nie zachęcające. Polecano mu czekać na pomyślniejszą sytuację. Nie zniechęcał się jednak, czego dowodem może być jego ożywiona działalność w kraju dla sprawy ekumeniznu i pojednania Kościołów. Z tą myślą, w październiku 1937 r., założył Apostolat Pojednania, którego celem była praca nad nad zjednoczeniem chrześcijan wschodnich z zachodnim Kościołem katolickim, a także, w miarę potrzeby, opieka nad żyjącymi wśród nich katolikami wszystkich obrząd-ków. Obudziło to zainteresowanie całego szeregu osób, które zaofiarowały współpracę. Projektował też stworzenie odręb-nego dystryktu wschodniego Księży Pallotynów w obrządku wschodnim i spośród kleryków pallotyńskich pozyskał już grupę kandydatów, których zapalił swoją ideą. Sam miał już pozwo-lenie Prowincjała przejścia na obrządek wschodni.

O tym, jak wyobrażał sobie pracę w warunkach panujących w ZSSR, świadczą czynione przez niego przygotowania. Przez kilka lat zdobywał umiejętności leczenia ziołami i systemem ks. Kneipa (wodolecznictwo), tak, by uzyskać odpowiednie uprawnienia w tym względzie. W latach trzydziestych zdobył w Dubnie na Wołyniu dyplom felczera, zachowany w aktach śledztwa, przechowywanych obecnie w archiwum państwowym łagru w Uchcie, gdzie miał znaleźć się wiosną 1941 r. Przy doskonałej znajomości języka rosyjskiego liczył na to, że umiejętności felczerskie pozwolą mu na pracę na stanowisku sprzyjaącym nawiązywaniu bliższych kontaktów z ludźmi, zwłasz-cza chorymi i umierającymi, a więc i kontaktów duszpasters-kich. We wspomnianym liście do papieża Piusa XI z 1935 r. prosił o pozolenie na wykonywnie tego zawodu oraz na odpra-wianie mszy św.bez szat liturgicznych, ms z ału, światła, ministrantów i kamienia ołtarzowego. Było to podejście realistyczne.

Bardzo wymowne światło na jego nie tylko na doskonałą orientację co do ryzyka, jakie wiązało się z udaniem się na Wschód, ale i na jego postawę wewnętrzną, rzucają słowa z listu skierowanego do Generała Księży Pallotynów w Rzymie, w którym kolejny raz, w 1937 r., zwracał się się z prośbą o pozwolenie udania się do ZSRR. Pisał m.in.: "Każdy przys-tępujący do tej pracy, powinien być gotowym na śmierć. Ale to nie jest nieszczęściem oddać życie za Chrystusa i Jego Kościół". Idea pojednania Kościołów była więc dla ks. Szulmińskiego nie teoretycznym problemem intelektualnym, choć, oczywiście, łączyła się z dużym wysiłkiem umysłowym, polegającym na popularyzacji jej w prasie i w innych formach odziaływania na opinię publiczną. Miała głębokie oparcie w jego duchowej postawie i znajdowała wyraz w działalności praktycznej. Tak lub inaczej, były to z jego strony dążenia maksymalistyczne.

2. Decyzja udania się na Wschód.

Należy odnotować, że obok ks. Stanisława Szulmińskiego, bez jakiegokolwiek związku z jego osobą i działalnością, trzech innych księży zakonnych przygotowywało się w okresie międzywojennym do ukrytej pracy duszpastrskiej w ZSSR, w oparciu o ideę pojednania Kościołów . Wiemy o tym z bardzo interesujących wspomnień O. Waltera Ciszka, jezuity amerykańskiego polskiego pochodzenia, wydanych p.t. "Z Bogiem w Rosji (1939-1963)"i "On mnie prowadzi" Jednym z nich był ich autor, a dwoma innymi byli jego zakonni współbracia, O. Wiktor Nestrow, Rosjanin i O. Makar, pół Polak i pół Gruzin. Po ukończeniu Collegium Russicum w Rzymie i święceniach kapłańskich w 1937 r., zostali skierowani do pracy w Albertynie nad przedwojenną polską granicą wschodnią, gdzie istniała placówka OO. Jezuitów obrządku wschodniego. Tu mieli oczekiwać na sytuację sprzyjającą udaniu się na Wschód. Wszyscy trzej byli biritualistami, to znaczy mieli prawo odprawiania mszy św. w obrządku rzymskim i wschodnim. Podobnie jak w wypadku ks. Szulmińskiego przełożen i nie zamierzali narazie wysyłać ich do pracy w ZSSR.

Wybuch wojny i okupację sowiecką uznali za otwarcie się możliwości wypełnienia ich misji. Po odpowiednich przygoto-waniach, w tym zmianie dowodów osobistych i oficjalnych życiorysów, zgłosili się jako ochotnicy do robót leśnych w głębi ZSSR i w marcu 1940 r. zostali, wraz z innymi, skiero-wani na Syberię. Po roku ciężkiej pracy, w czasie której nie mieli możliwości pracy kapłańskiej, zostali aresztowani i po ciężkim śledztwie skazani na 15 lat więzieni a i łagrów. O. Ciszek oskarżony został o szpiegostwo na rzecz Niemiec. Po odbyciu kary, został zwolniony w 1955 r. ze skierowaniem do miejsca przymusowego osiedlenia. Trzynaście lat później, dzięki interwencji wysoko postawionych osób z rządu USA, jako ob ywatel amerykański, mógł opuścić ZSSR i udać się do USA.

Jeśli więzienne i łagierne losy oraz wyroki wydawane na setki księży katolickich i innych w ZSSR są bardzo podobne, to ks. Szulmińskiego i dwóch wspomnianych wyżej Jezuitów wyróżnia fakt, że świadomie dążyli do znalezienie się na terenie tego państwa, w celu ukrytej pracy duszpasterskiej wśród ludności miejscowej, całkowicie pozbawionej opieki religijnej. Wszyscy trzej zaczęli realizować swój zamiar pod okupacją sowiecką wschodnich ziem państwa pols k iego w 1939 r. Ks. Szulmiński niewątpliwie przewyższał ich, gdy chodzi o przgotowanie i znajomość sytuacji panującej w ZSSR.

Tu należy dodać, że znane są dwa wypadki dobrowolnego udania się księży z archiecezji lwowskiej z ludnością polską, deportowaną w 1940 r. na Syberię. Jednym z nich był ks. Tadeusz Fedorowicz ze Lwowa, a drugim ks. Tadeusz Teliga z par. Werbka. Obaj należeli do archdiecezji lwowskiej. Dotyczyły one jednak opieki duchowej nad deportowanymi, niekiedy parafianami tych księży, a więc innej misji niż ta, którą pragnął wypełniać ks. Szulmiński i wspomniani księża Jezuici. W tym wypadku nie istniały tego rodzaju zobowiązania moralne, jakie mają np. proboszczowie i inni duszpasterze odpowiedzialni za konkretną wspólnotę religijną.

Nie d owiemy się już prawdopodobnie, dokąd ks. Stanisław Szulmiński zamierzał się udać. Aresztowany został w Nowogródku 24 października 1939 r. Czym zwrócił na siebie uwagę agentów NKWD i w jakich okolicznościach został aresztowany? Na pytania te narazie nie znamy odpowiedzi i, być może, nie będziemy jej znali. Prawdopodobnie wystarczyło to, że sam jego wygląd zdradzał przestawiciela inteligencji polskiej, z zacie-kłością tropionej i aresztowanej przez NKWD. Wiadomo, że na terenie okupacji sowieckiej w latach 1 9 39-1941 bardzo często stosowany był system niespodziewanego aresztowania ludzi na ulicy. W momencie zatrzymania miał przy sobie Biblię i relikwiarz potrzebny do odprawiania mszy św. Z akt śledztwa wiadomo, że został oskarżony o szpiegostwo na rzecz Ameryki. Oskarżenie to jest dość zaskakujące. Z dostępnych, niepełnych jeszcze źródeł, nie wiadomo, co było jego podstawą, czy też pretekstem.

Wyrok pięciu lat łagrów, wydany 21 sierpnia 1940 r., po dziesięciu miesiącach śledztwa, w więzieniu w Baranowiczach, był dość typowy dla ówczesnych sądów sowieckich na okupowanych ziemiach i gdzie indziej. Otrzymało go, niekiedy ze znaczną różnicą w dół lub w górę, szereg księży aresztowanych w tym czasie. Oto kilka przykładów: O. Albin Franciszek Janocha, z zakonu OO . Kapucynów, sądzony we Lwowie w końcu 1939 r. - 5 lat łagrów, jako "osobnik społecznie niebezpieczny"; O. August Huczyński z zakonu Karmelitów, aresztowany przy próbie przejścia przez granicę rumuńską, sądzony w Moskwie w 1941 r. za kontrrewolucję - 8 lat łagrów; O. Felicjan Maciaszek, z zakonu Bernardynów sądzony w Tarnopolu 18 02 1941 r., skazany na 10 lat łagrów i 5 lat pozbawienia praw; ks. Juliusz Kaczorowski z archdiecezji lwowskiej, aresztowany przy próbie przejścia granicy rumuńskie, sądzony w Pryłukach k. Kijowa w 1940 r., skazany za kontrrewolucję na 5 lat łagrów; ks. Stefan Zajkowski z diecezji łuckiej, sądzony zaocznie we Włodzimierzu Wołyńskim 4 marca 1941 r., skazany na 5 lat łagrów za Uralem; ks. Antoni Manturzyk z archidiecezji wileńskiej internowany i sądzony w Kozielsku w 1940 r., skazany na 10 lat łagrów na dalekiej Północy. Natomiast O. Ryszard Cz. Grabski z zakonu OO. Kapucynów, sądzony w Białymstoku wiosną 1941 r. za probę przejścia granicy do Generalnej Guberni, otrzymał wyrok 3 lata łagrów. Jedynie ks. Kazimierz Świątek z diecezji pińskiej (obecny arcybiskup mińsko-mohylowski), sądzony w Brześciu wiosną 1941 r. został skazany na karę śmierci. Nie znam jednak w tym wypadku zarzutów i oskarżenia.

W miarę uzupełniania, akt urzędowych dotyczących uwięzienia ks. Szulmińskiego, można będzie odtworzyć, do pewnego stopnia przynajmniej, przebieg śledztwa i formę obrony stosowaną przez uwięzionego. Bardzo liczne już wspomnienia Polaków więzionych w ZSSR dowodzą, że metody śledcze były b. różne. Niekiedy były bewzględne, przy zastosowaniu bicia i tortur, innym razem nie było to stosowane. Wiele zależało od sędziego śledczego, postawy oskarżonego oraz od zarzutów jakie mu stawiano. W każdym wypadku była to niepowtarzalna i indywidualna hi storia więzionego i przesłuchiwanego człowieka.

Pod protokołami badań ks. Szulmińskiego nie figuruje jego podpis. Jest to nie tylko dowód, że odrzucił stawiane mu zarzuty, ale także znak, że nie przymuszono go do złożenia podpisu pod aktami śledztwa. Udowodnienie przestępstwa nie było nie było zresztą dla władz konieczne do skazania. Wydany wyrok wydaje się świadczyć, że zastosowano wobec niego prawdopodobnie znany paragraf SOE ("socjalno opasnyj element" - specjalnie niebezpieczny element), gdyż w takim wypadku ferowano nieraz wyroki pięciu i więcej lat łagrów. Był to zresztą jeden z łagodniejszych wyroków stosowanych wówczas w ZSSR. Łagry zwane były w żargonie urzędowym "poprawczym obozem pracy"

3. Pobyt i śmierć w łagrze k. Uchty.

Łagier, a raczej cały kompleks łagrów k. miasta Uchta, tzw."UCHTIZMłAG" założony został w latach dwudziestych. Więźniowe zatrudnieni byli tu przy wydobywaniu ropy naftowej, rudy żelaznej i węgla, produkcji cementu i wydobywaniu radu z rzeki Uchta. Ponadto pracowali pr zy budowie dróg, w kamieniołomach, cegielniach, wyrębie lasów i przemyśle drzewnym. Z niezliczonych wspomnień i relacji wiadomo, że praca w łagrach była w najwyższym stopniu wyczerpująca i panowała w nich wysoka śmiertelność. Powodowało ją głodowe i pozbawione wartości odżywczych pożywienie, mordercza praca fizyczna w najcięższch warunkach klimatycznych, brak odpowiedniej odzieży i nad wyraz prymitywne warunki bytowe. Do łagru w Uchcie trafiali już w okresie międzywojennym, obok innych, księża katoliccy. W kwietniu 1928 r. skierowano tu 13 księży do pracy przy budowie drogi. Był wśród nich Adminis-trator Apostolski w Mohylowie, bp Bolesław Sloskans.

Ks. Stanisław Szulmiński znalazł się w jednym z łagrów k. Uchty 19 marca 1941 r., po trwającej trzy miesiące podróży. Tak długie jej trwanie tłumaczy się zapewne tym, że transport zatrzymywał się w obozach przesyłkowych, co było zwykłą praktyką. Formowano w nich transporty wysyłane w wróżnych kierunkach. W łagrze, w którym się znalazł przebywała już duża liczb a Polaków deportowanych tam z przedwojennych kresów wschodnich. Według relacji jednego z więźniów, na podstawie umowy Sikorski - Majski podpisanej w Londynie 30 lipca 1941 r.,we wrześniu 1941 r., wyjechał z Uchty na południe ZSSR, do tworzącej się tam armii gen. Andersa, transport aż 1300 osób. W obozie byli przedstawiciele wielu narodowości, spośród tych, które znalazły się w zasięgu władzy ZSSR. Z nimi także niewątpliwie ks. Szulmiński nawiązywał kontakty, jako kapłan.

Można z całkowitą pewnością stwierdzić, że w łagrze okazał się bardzo potrzebny jako kapłan. Nie wiemy dokładnie, czy przed amnestią mógł odprawiać mszę św., do której potrzebne było trudno osiągalne winno gronowe i opłatek. Napewno jednak mógł, w największej dyskrecji zresztą, spowiadać, rozgrzeszać i nieść pociechę duchową ludziom w nacięższym położeniu fizycznym i psychicznym. W ten sposób spełniło się jego pragnienie pracy kapłańskiej w ZSSR wśród ludzi pozbawionych opieki religijnej, jakkkolwiek w szczególnej formie. Cytowane wyżej jego słowa świadczą, że i to brał z pewnością pod uwagę.

Tu należy przypomnieć ważną dla naszych rozważań okolicz- ność, że jakiekolwiek przejawy życia religijnego w więzieniach i łagrach sowieckich, a tym bardziej posługa kapłańska, były bezwzględnie zakazane i bardzo surowo karane. Groziło za nie skierowanie do obozu karno-izolacyjnego o zaostrzonym reżimie i inne niebezpieczne dla zdrowia i życia kary. Wśród więźniów nie brakowało donosicieli zwerbowanych przez NKWD. Księża jednak z reguły podejmowali to ryzyko. Tak było z całą pewno- ścią w wypadku ks. Szulmińskiego. Wszystkie wspomnienia księży z więzień i łagrów sowieckich dowodzą, że była to reguła. Dośćś szybko przekonywali się, że ich obecność tam i posługa, są zamierzonym działaniem Opatrzności, posyłającej ich do ludzi najbardziej potrzebujących pomocy kapłańskiej. Ta ostatnia była to zarówno potrzebą ich serca, jak i odpowiedzią na oczekiwania, czy prośby towarzyszy niedoli. Ks. Józef Kuczyński z diecezji łuckiej, który po II wojnie światowej s i edemnaście lat spędził w więzieniach i łagrach sowieckich, notuje w swoich wspomnieniach: "Nabierałem przekonania, że Bóg dopuszcza zajadłą złość władzy, by dać opiekę religijną ludziom najbardziej udręczonym (...). Najgorliwsi nawet duszpasterze nie potr afiliby tam dotrzeć, gdzie posłała ich władza. Tam, w tm mroźnym piekle, prawdziwi kapłani doznali radości niezmiernych, pocieszając najbardziej strapionych".Słowa te bezwątpienia chyba można odnieść i do ks. Szulmińskiego.

Z ostatniego okresu jego życia na szczególną uwagę zasługuje fakt publicznego odprawienia przez niego mszy św. dla więźniów-Polaków opuszczających łagier po ogłoszeniu dla nich amnestii. Było to w łagiernym systemie wydarzenie bez precedensu. W licznych już wspomnieniach b. łagierników, którzy opuszczali łagry w towarzystwie księży, nie zanotowano, jak dotychczas, podobnego faktu. Było to naruszenie reżimu łagiernego, który, jak wspomniano, wykluczał jakiekolwiek publiczne akty religijne, gdyż mogłyby one stanowić wstęp do żądania dalszych praw i niebezpiecznego rozluźniania systemu pracy niewolniczej, opartego na represji i terrorze. Musiało ono wywołać niezadowolenie albo gniew władz obozowych, a zapewne także i odpowiednią ich reakcję. Z akt osobowych ks. Szulmińskiego wynika, że je go amnestia została odnotowana już pierwszego sierpnia 1941 r., co oznacza, że należał do pierwszych, którzy zostali nią objęci. Zarówno łagiernikom, jak i zesłańcom (tzw. specpieriesieleńcom) zaczęto wydawać zwolnienia (tzw. udostowierienija) jeszcze w si erpniu 1941 r. Jak się wydaje, ogromnej większości tych ostatnich wydano je w przeciągu kilku tygodni, nie robiąc wyjątków. Natomiast w wypadku łagierników i więźniów (zakluczonnyje) dokumenty te wydawano stopniowo, niewielkimi grupami i rozciągano to w czasie przez kilka miesięcy, aż do kwietnia 1942 r.

Ks. Szulmiński należał do grupy kilkudziesięciu Polaków, których wyjazd z łagru, pomimo posiadanego przez nich takiego uprawnienia, wstrzymano. Może to oznaczać, że, choć faktycznie podlegali tzw. amnestii, to jednak władze obozowe nie zastoswały jej do nich, to znaczy nie przekazały im formalnego zwolnienia. Można przyjąć, że w wypadku ks. Szulmińskiego była to kara za wspomniane wyżej publiczne odprawienie mszy św. Tym bardziej, że, jak wiadomo, należał on do tzw. "trojki", czyli grupy trzech osób, której zadaniem było prowadzenie starań u władz sowieckich, by realizowały rozporządzenie o amnestii i uwolnieniu łagierników. Ich działalność była źle widziana przez władze obozowe. Zatrzymana grupa została skierowana do dalszej, ciężkiej pracy. Czy jednak ks. Szulmińskiemu zależało na skorzystaniu z możliwości opuszczenia łagru, skoro pozostawali tam jeszcze ludzie potrzebujący pomocy kapłana? Można przypuszczać, że nie i że świadomie wybrał pozostanie tam n adal z ludźmi potrzebującmi duchowej pomocy.

Ze wspomnień jednego z towarzyszy niedoli ks. Szulmiń-skiego, Pawła Lewkowicza, pracującącego w obozie zwanym "Kirpicznyj Sztraf Izo", czyli "karno-izolacyjny obóz cegielnia" wynika, że bezpośrednio przed śmiercią przebywał on w tym właśnie obozie. Autor myli datę śmierci ks. Szulmińskiego (jeśli nie zaszła pomyłka w druku), lecz numer obozu, 13 (trzynaście), zgadza się z tym, który widnieje w jego aktach osobowych z ostatniego okresu życia. Notuje też, że bę d ąc w stanie skrajnego wyczerpania oddawał swój chleb jednemu z łagierników, Rosjaninowi nazwiskiem Panfiłow i według słów tego ostatniego rozmawiał z nim o Bogu. Panfiłow również zmarł w krótkim czasie. Według relacji innego współwięźnia, Franciszka Wilka, grupa zatrzymanych Polaków wykonywała szczególnie ciężką pracę w tajdze przy budowie lotniska. Brak jest jednak dokładnej i pewnej informacji o tym, do jakiego rodzaju pracy skierowano w tym czasie ks. Szulmińskiego.

Ks. Stanisław Szulmiński zmarł 27 listopada 1941 r., a więc po ośmiu miesiącach pracy w łagrze. Zgon nie podlegał rejestracji, a zwykłą praktyką było grzebanie takich zmarłych we wspólnym, bezimiennym grobie, gdyż w tym czasie umierało bardzo wielu ludzi. W archiwum NKWD w Uchcie zachowane zostały pełne akta osobowe ks. Stanisława Szulmińskiego z okresu śledztwa w więzieniu w Baranowiczach i pobytu w łagrze. Część z nich udało się już otrzymać i jest nadzieja, że możliwe będzie uzyskanie pełnego z nich mikrofilmu lub kseropokopii. Istnieją też pewne dane, oparte na relacjach obecnej mieszkanki Uchty, pozwalające, jak się zdaje, na ustalenie dokładniejszego miejsca grobu ks. Szulmińskiego. Na tle wszystkich innych, tak licznych przecież zmarłych w tym łagrze, byłoby to wydarzenie wyjątkowe.

Zakończenie

Od początku swego kapłaństwa, ks. Stanisław Szulmiński przygotowywał się do pracy na Wschodzie i był do niej wyjąt-kowo dobrze przygotowany. Znał świetnie psychikę i kulturę ludzi, wśród których zamierzał pracować. Znał doskonale język rosyjski i ukraiński, liturgię bizantyńsko-słowiańską oraz kulturę rosyjską, teologię wschodnią, prawosławną i ekumeniczną. Studiował ją na Wydziale Teologicznym Katolickiego Uniwersytetu w latach 1923-1927, kończąc studia zdobyciem licencjatu. Publikował a r tykuły na temat zjednoczenia Kościołów, zachodniego i wschodniego. Jako wykładowca teologii ekumenicznej w Seminarium w Łucku oraz w Seminarium Księży Pallotynów w Ożarowie k. Warszawy korzystał ze współczesnej mu literatury światowej na ten temat. Nie miał złudzeń co do niebezpieczeństw wynikających z zamiaru pracy w ZSSR. Swoje otoczenie i czasy wyprzedzał tym, że już jako alumn i później w całej swojej pracy, zwracał uwagę, by w stosunku do prawosławnych nie używać takich określeń jak "schizmatycy", cz y "dysydenci", lecz "prawosławni, niezjednoczeni chrześcijanie". Był to dowód głębokiego zrozumienia teologicznych podstaw pojednania. Terminologia ta miała wejść do oficjalnego języka kościelnego dopiero za kilkadziesiąt lat.

Dziś, w całkowicie nowej sytuacji Kościoła na Wschodzie, wobec nowego rodzaju stosunków między Kościołami, wschodnim i zachodnim, ks. Stanisław Szulmiński jest przykładem i wzorem wszechstronnego przygotowania teologicznego, ludzkiego i duszpasterskiego do wymagającej znajomości wielu niełatwych problemów i wielkiego serca pracy na terenach wschodnich. Może być również jej współczesnym patronem i orędownikiem przed Bogiem.

Ks. Roman Dzwonkowski SAC


© Postulator Causae Beat. seu Declarationis Martyrii S. D. Antonii Malecki et Soc.