Strona główna
 Informacje
 Proces beatyfikacji
  Postulatura
  Trybunal
 Słudzy Boży
  o. Fabian Abrantowicz, MIC
  m. Katarzyna Abrikosowa, OPL
  o. Epifanij Akułow
  ks. Konstanty Budkiewicz
  ks. Franciszek Budrys
  o. Potapij Emeljanow
  s. Róża Serca Maryi
  Kamila Kruszelnicka
  Biskup Antoni Malecki
  o. Janis Mendriks, MIC
  ks. Jan Trojgo
  ks. Paweł Chomicz
  o. Andrzej Cikoto, MIC
  ks. Antoni Czerwiński
  o. S. Szulmiński, SAC
 Archiwum
  abp. E. Profitlich, SJ
 Biblioteka
 Kontakty

Archimandryta Andrzej Cikoto (MIC)

Andrzej Cikoto urodził się 5 grudnia 1891 roku na Tupalszyźnie, w powiecie święciańskim. W dziesiątym dniu życia rodzice chłopca, Feliks i Rozalia Cikotowie, poprosili o chrzest w kościele parafialnym we wsi Żodyszki.

Wykształcenie podstawowe i średnie Andrzej otrzymał w mieście Oszmiany, a od października 1909 r. do czerwca 1913 r. studiował w Seminarium Duchownym w Wilnie. Zaraz po jego ukończeniu, młody alumn wstąpił do Akademii Duchownej w Petersburgu, gdzie kształcił się dalej w dyscyplinach filozoficznych i teologicznych, kładąc przy tym szczególny nacisk na Pismo św. Na pierwszym roku studiów w Akademii, przyjął święcenia kapłańskie (1914 r.), a w roku 1917 ukończył uczelnię ze stopniem naukowym doktora teologii.

W latach 1917-1918 ks. Andrzej pracował jako proboszcz w Mołodecznie i założył tam parafialne liceum ogólnokształcące. W tym mieście nie było jednak żadnych obiektów sakralnych, więc liturgię musiał sprawować w baraku, który stał się dla niewielkiej grupy miejscowych katolików tymczasową świątynią. Po reaktywowaniu przez Stolicę Apostolską w roku 1918 diecezji mińskiej, ks. Cikoto objął stanowisko wykładowcy teologii fundamentalnej i dogmatycznej w Seminarium Duchownym w Mińsku. Przebywając tam, ks. Andrzej zaangażował się w proces odrodzenia życia religijnego i narodowego na Białorusi, jednak po zajęciu stolicy przez bolszewików, aktywność duszpasterska stała się tam, jeśli nie niemożliwa, to poważnie utrudniona.

Pracując jako wykładowca seminaryjny, ks. Cikoto zaczął rozważać możliwość rozpoczęcia życia zakonnego. Dowiadujemy się o tym z jego korespondencji, którą prowadził z ówczesnym biskupem wileńskim, obecnie błogosławionym Jerzym Matulewiczem. Obydwaj znali się dobrze jeszcze z czasów studiów w Petersburgu. Biskup Matulewicz w 1905 roku odnowił potajemnie Zgromadzenie Księży Marianów, do którego pięć lat później został przyjęty również ks. Andrzej. Nowicjat odbył on w klasztorze w Mariampolu na Litwie. Jego wstąpienie do zakonu otwarło możliwości dalszego rozwoju nowej białoruskiej gałęzi marianów. Zaraz po pierwszych ślubach, o. Cikoto wyjechał do Ameryki, gdzie pracował głównie wśród litewskiej emigracji, starając się jednocześnie zgromadzić fundusze niezbędne na założenie klasztoru marianów w swojej ojczyźnie.

Latem 1923 roku bp Matulewicz skierował o. Andrzeja do pracy w Drui. Z polecenia biskupa miał on tam zorganizować pierwszy w historii klasztor zakonu Marianów dla Białorusinów. Wileński hierarcha powierzył mu też pieczę nad tamtejszym domem Zgromadzenia Sióstr Jezusa w Eucharystii.

Fundacja klasztoru dla Białorusinów w Drui, która leżała wówczas na terytorium II Rzeczpospolitej, była dla o. Cikoto nie lada wyzwaniem. Chociaż zgromadzenia marianów rozwijało się lepiej, niż przypuszczał, to na przeszkodzie stanęły jego białoruskie pochodzenie i charakter, wzbudzając protesty wiernych. Zarówno o. Andrzej, jak i drujscy katolicy, raz po raz padali ofiarami fałszywych oskarżeń ze strony władz świeckich i duchownych. Głównym zarzutem była rzekoma nietolerancja miejscowych zakonników wobec Polaków. Jednak zdecydowana większość mieszkańców, nie tylko katolików, ale i prawosławnych, a nawet Żydów, szanowała przełożonego drujskiego klasztoru, jako prawdziwego przewodnika i ojca duchownego.

Podobne konflikty na tle narodowościowym dość często wybuchały w początkach ubiegłego wieku na ziemiach zachodnich rozpadającego się rosyjskiego imperium. Były efektem lat ciągłych waśni narodowych i wielokrotnej zmiany granic na ziemiach, gdzie od zarania dziejów sąsiadowały ze sobą nie tylko różne narodowości i języki, ale i wyznania chrześcijańskie współistniały z innymi religiami. Za najlepszy przykład może posłużyć życie i działalność bł. Jerzego Matulewicza, który, będąc jak apostoł „wszystkim dla wszystkich”, nie potrafił jednak zapobiec międzynarodowym konfliktom w diecezji. W takich to warunkach pracował również ojciec Cikoto. W jego biografii istnieje jednak wystarczająco dużo przykładów, które przeczą absurdalnej wersji o nietolerancji tego człowieka wobec innych narodowości. Przykładowo, kiedy pracował w 1918 roku w Mińsku, wystąpił z inicjatywą zakładania katolickich organizacji dla polskiej młodzieży Iuventus Christiana, a pełniąc obowiązki dyrektora gimnazjum w Drui, jak twierdzą świadkowie, zawsze upominał studentów, słysząc na korytarzach mowę białoruską, gdyż oficjalnym językiem wykładowym na tej uczelni był polski.

Katolicki uniwersalizm poglądów o. Andrzeja, pokrywający się z życiowymi ideami bł. Jerzego Matulewicza, przejawiał się również przy zakładaniu w Drui placówek oświatowych. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że ten dość gęsto zaludniony obszar Zachodniej Białorusi od czasów wojny północnej i carskiej kasaty katolickich klasztorów, utracił prawie wszystkie swoje placówki oświatowe. Co więcej, do czasów odrodzenia się na tych terenach życia religijnego i zakonnego, wielu mieszkańców tego regionu było niepiśmiennych. Wraz z przybyciem katolickiego zgromadzenia zakonnego do Drui, pojawiła się tam podstawowa baza oświatowa. Niezwłocznie powołano do życia kilka szkół elementarnych, rozsianych po całym mieście. O. Andrzejowi udało się otworzyć wspomniane Gimnazjum im. Stefana Batorego, które mieściło się częściowo w samym klasztorze, a ponadto zajmowało jeszcze sąsiednie budynki.

Przy klasztorze sióstr eucharystek, który rozwijał się nie mniej pomyślnie niż wspólnota marianów, powstało kilka szkół zawodowych dla dziewcząt. Uczono w nich głównie kroju i szycia. Przy szkołach powstawały internaty, w których siostry zajmowały się wychowaniem miejscowych gimnazjalistek. Cechą wszystkich szkół i ośrodków wychowawczych założonych w Drui był ich wielonarodowy i międzywyznaniowy charakter. W szkołach, uczelniach i gimnazjum kształcili się wspólnie katolicy, prawosławni i niemała liczba Żydów, co niezwykle drażniło miejscowych antysemitów.

Dzięki temu, że do drujskiego klasztoru wstępowało wielu zdolnych i dobrze wykształconych duchownych, stopniowo wzrastało jego znaczenie jako ośrodka kultury umysłowej, zaś zgromadzenie marianów stawało się z wolna swego rodzaju centrum religijnym i kulturalnym regionu. Druja po kilku latach cieszyła się w diecezji wileńskiej zasłużoną sławą i była przykładem wieloaspektowego oddziaływania zakonu na miejscową społeczność. Wieczorne modlitwy w świątyni księża marianie sprawowali wspólnie z parafianami i zawsze głoszono na nich kazania o dogmatach wiary. W każdą niedzielę o. Cikoto prowadził religijne zajęcia oświatowe z dorosłymi, na których gromadzili się nie tylko mieszkańcy Drui, ale i katolicy przybywający z innych parafii. Przy klasztorze marianów działał ponadto teatr miejski i była wydawana międzywyznaniowa gazeta o tematyce religijnej, a do klasztoru zaglądali dzisiejsi klasycy białoruskiej literatury, jak np. Janka Kupała czy Maksym Tank. Z każdym rokiem przybywało kandydatów pragnących wstąpić do zgromadzenia w Drui, a w roku 1925 przy klasztorze tym zaczął działać nowicjat, którego mistrzem został o. Cikoto.

 Niezwykle owocne okazało się aktywne uczestnictwo o. Andrzeja w życiu miasta. Przy jego pomocy i dzięki staraniom, które podejmował, udało się zlikwidować podatki, które drujanie z dawien dawna płacili do kasy hrabiny Miłosz, rzekomej właścicielki miasta. O. Cikoto przyczynił się poza tym do przeprowadzenia elektryfikacji Drui oraz założył miejską kasę pomocy wzajemnej, z której korzystali mieszkańcy różnych narodowości.

Niezwykłe zdolności i konstruktywne działania o. Andrzeja nie mogły zostać niezauważone przez jego zakonnych współbraci. W roku 1933 na kapitule zgromadzenia o. Andrzej Cikoto został wybrany generałem marianów. Niestety, wyjazd o. Andrzeja z Drui, związany z podjęciem nowych obowiązków, wpłynął na znaczny spadek aktywności tamtejszej wspólnoty i chociaż podstawowe aspekty działalności marianie kontynuowali aż do wkroczenia władzy sowieckiej, to jednak zauważalny brak lidera, który zapoczątkował tak wielkie dzieło, dawał się im nieraz dotkliwie we znaki.

Poważne stanowisko generała zakonu, które bracia powierzyli o. Cikoto, łączyło się z licznymi trudnościami i problemami. W czasie pełnienia przez o. Andrzeja obowiązków przełożonego, zgromadzenie marianów przeżywało okres znacznego wzrostu i rozwoju. Mimo wielu obowiązków, nadał utrzymywał on ożywione kontakty z Drują, starając się wszelkimi sposobami udzielać niezbędnej pomocy klasztorowi, szkołom i gimnazjum. Jednakże właśnie w tym czasie na Druję spadły represje polityczne, wywierane na białoruskich marianach przez polski rząd, zwłaszcza w 1928 roku. Po wysiedleniu z miasta białoruskich zakonników, część z nich osiedliła się w Wilnie, inni zaś zostali skierowani do Harbinu w Mandżurii, gdzie od roku 1928 wśród rosyjskich katolików pracował już dawny drujewski marianin, ojciec Fabian Abrantowicz. 21 lutego 1937 roku o. Cikoto przeprowadził generalną wizytację domu w Harbinie, a jesienią tegoż roku otworzył tam nowicjat dla kandydatów do zakonu obrządku wschodniego. Przy wsparciu generała harbińska misja marianów dynamicznie się rozwijała.

 Kolejna kapituła generalna zebrała się w 1939 roku. Kadencja o. Andrzeja na urzędzie przełożonego generalnego zgromadzenia dobiegła końca. W czasie obrad, kapituła została poinformowana o aresztowaniu archimandryty Fabiana Abrantowicza. Jesienią tego roku dotarła do Rzymu wiadomość o jego śmierci (chociaż nie było to wtedy prawdą). Wówczas papież Pius XII powierzył o. Cikoto stanowisko apostolskiego administratora dla katolików obrządku wschodniego w Mandżurii. Nowo mianowany dostojnik, respektując wolę Ojca świętego, przyjął obrządek wschodni i wyjechał do Harbinu.

Archimandryta Andrzej Cikoto wszedł umiejętnie w nowy rytm pracy i kontynuował dzieło swojego współbrata w zakonie i przyjaciela, archimandryty Fabiana. Tak jak jego poprzednik kierował trzema szkołami średnimi, schroniskiem dla sierot i niewielką harbińską wspólnotą zakonną, przy której mieszkało również kilku księży diecezjalnych. Kierując misją w Harbinie, o. Cikoto, zdołał pokonać barierę nieufności rosyjskich prawosławnych w stosunku do katolików obrządku wschodniego. W szkołach katolickich coraz częściej zdobywały wykształcenie również dzieci rosyjskiej inteligencji, a nawet byłych rosyjskich generałów.

22 grudnia 1948 roku o godzinie szóstej wieczorem chińska milicja otoczyła budynek misji marianów. Aresztowano wszystkich duchownych wraz z kilkoma świeckimi, którzy tam akurat przebywali i przewieziono ich do miejscowego więzienia. Natychmiast też zamknięto szkoły. Rankiem 25 grudnia archimandryta Andrzej Cikoto wraz z czternastoma księżmi został przekazany na chińsko-sowieckiej granicy w ręce NKWD. 27 grudnia o. Andrzej i jego współbracia z harbińskiej misji znaleźli się już w więzieniu w Czycie, gdzie miało zostać przeprowadzone śledztwo.

Każdy z duchownych, znajdujących się w murach tego więzienia, był przetrzymywany w osobnej celi. Ponieważ jednak przedmiotem śledztwa była ogólna działalność księży w Harbinie, funkcjonariusze czasem przeprowadzali konfrontacje.  Ze świadectw kapłanów, którzy razem z o. Cikoto przeżywali te straszne chwile, dowiadujemy się o okrutnych metodach śledztwa i niezłomnej wierze archimandryty Andrzeja.

Jeden ze świadków, również kapłan, wspomina o swoim załamaniu psychicznym pod wpływem tortur, podczas których wyrzekł się Boga i Kościoła. Śledczy, aby zademonstrować swoje osiągnięcia w prowadzeniu sprawy, zorganizował spotkanie tego duchownego z o. Andrzejem. Ten, usłyszawszy z ust wyczerpanego człowieka słowa niewiary, wypowiedział tylko jedno zdanie: Człowieku, co ty mówisz, opamiętaj się. Odpowiedzią była modlitwa: Wierzę w Boga Ojca wszechmogącego… Do końca swojego życia wspomniany kapłan uważał tamto wydarzenie za cud duchowego uzdrowienia, po którym żadne obozowe męczarnie nie były już w stanie osłabić, czy złamać jego wiary. Pewnego razu podczas konfrontacji, inny marianin, o. Tomasz, dawny podwładny o. Andrzeja, z trudem potrafił rozpoznać w wyniszczonym torturami i kilkuletnią ciężką pracą fizyczną więźniu archimandrytę.

            Śledztwo trwało do maja 1949 roku. Oskarżenia, postawione o. Andrzejowi, brzmiały: Zorganizowanie ugrupowania terrorystycznego na terenie liceum Świętego Mikołaja w Harbinie, agitowanie przeciwko Związkowi Radzieckiemu i szpiegostwo na rzecz Watykanu. W tej sprawie nie odbyła się żadna rozprawa sądowa. Na zamkniętym posiedzeniu komisji NKWD w Moskwie o. Andrzej został skazany na 25 lat przymusowych robót w obozach pracy, a w listopadzie 1949 roku wywieziono go do Tajszetu. Archimandryta dość często zmieniał miejsca zesłania. W styczniu 1950 roku skierowano go do Czukszy, a od kwietnia 1951 roku znajdował się w punkcie łagiernym  Nowo-Czunka, niedaleko Irkucka. W czerwcu 1951 powrócił do Tajszetu.

Podczas pobytu w sowieckiej niewoli o. Andrzej cały czas utrzymywał kontakt z siostrami eucharystkami z Drui. W listach do przełożonej zgromadzenia, matki Apolonii Pietkun, niejednokrotnie udzielał jej wskazówek tak jak dawniej, kiedy przebywał w Drui. W łagrze o. Cikoto odprawiał potajemnie Msze św. i głosił kazania, przechowywał Najświętszy Sakrament i był dobrym duszpasterzem dla skazanych. Istnieją również świadectwa mówiące, że w czasie pobytu o. Andrzeja w obozie, zdarzały się nawrócenia na wiarę katolicką i chrzty niewierzących do tej pory więźniów.

Pobyt w więzieniu, o. Cikoto przypłacił kilkoma ciężkimi chorobami. Najgorsze dla niego okazały się otwarte wrzody na nogach, które były przyczyną prawie nieustannego przebywania w obozowym szpitalu. Właśnie wtedy otrzymał z NKWD propozycję przyjęcia prawosławia i zostania prawosławnym metropolitą Mińska, co zapewniałoby mu poparcie władz sowieckich, jeśliby spełniał ich żądania i nakazy. Po kategorycznej odmowie o. Andrzeja pozbawiono wszelkiej pomocy medycznej. Świadkowie wspominają, że o. Cikoto umierał w strasznych męczarniach fizycznych, gdyż jakoby z powodu zakaźnej choroby wrzodowej rozkładającej jego ciało, zabroniono komukolwiek zbliżać się do chorego. Jednak wszystkie te cierpienia archimandryta znosił z heroiczną cierpliwością.

W takich warunkach, z powodu fizycznego wyniszczenia przez obozowy reżim, tortury i niekończące się naciski psychiczne, archimandryta Andrzej Cikoto zmarł 13 lutego 1952 roku (ex aerumnis carceris). W akcie zgonu napisano, że przyczyną śmierci było zatrzymanie akcji serca przy ogólnym zatruciu organizmu, wywołanym gruźliczym zapaleniem opon mózgowych.

o. Wiaczesław Pialinak MISB

Rzym, 03.03.2003.

 

Z rosyjskiego tłumaczyła Aniela Czendlik

 


© Postulator Causae Beat. seu Declarationis Martyrii S. D. Antonii Malecki et Soc.