Strona główna
 Informacje
 Proces beatyfikacji
  Postulatura
  Trybunal
 Słudzy Boży
  o. Fabian Abrantowicz, MIC
  m. Katarzyna Abrikosowa, OPL
  o. Epifanij Akułow
  ks. Konstanty Budkiewicz
  ks. Franciszek Budrys
  o. Potapij Emeljanow
  s. Róża Serca Maryi
  Kamila Kruszelnicka
  Biskup Antoni Malecki
  o. Janis Mendriks, MIC
  ks. Jan Trojgo
  ks. Paweł Chomicz
  o. Andrzej Cikoto, MIC
  ks. Antoni Czerwiński
  o. S. Szulmiński, SAC
 Archiwum
  abp. E. Profitlich, SJ
 Biblioteka
 Kontakty

„Ofiara całopalenia”

(Matka Katarzyna Abrikosowa)

 

Jeśli serce człowieka dąży do prawdy, Pan udzieli mu wsparcia, będzie w cudowny sposób kierował jego poczynaniami i, krok po kroku, doprowadzi go na wyżyny świętości. Zadaniem człowieka jest współdziałać z tą przeobrażającą go Bożą łaską, otworzyć się na nią i być zawsze gotowym na spotkanie z Chrystusem.

 

Anna Iwanowa Abrikosowa urodziła się w roku 1880, w Moskwie, w bogatej, kupieckiej rodzinie. Tam też ukończyła gimnazjum. Wyższe wykształcenie zdobyła w Anglii, w żeńskim Garton College, należącym do Uniwersytetu w Cambridge. Po studiach wróciła do Moskwy, gdzie wyszła za mąż. Poślubiła swojego rówieśnika i zarazem kuzyna, Władimira Władimirowicza Abrikosowa.

 

Małżonkowie nie byli ludźmi zaangażowanymi religijnie    raczej wolnomyślicielami. Chociaż bezpośrednio nie negowali możliwości istnienia Boga, jednak w Niego nie wierzyli. Władimir był libertynem i sympatyzował nawet z rewolucjonistami, od których doznał później wielu cierpień za wiarę w Chrystusa. Jakimi drogami Bóg prowadził Annę ku wierze i Kościołowi, jak wniknął w jej duszę, pewnie na zawsze pozostanie tajemnicą. Można tylko przypuszczać, że podróżując po Europie, zapoznając się z kulturą i literaturą Zachodu, ona i jej mąż stykali się z różnymi przejawami życia duchowego. Kontakty te mogły zasiać w ich sercach ziarno wiary, które zakiełkowało, rozkwitło i przyniosło obfite plony.

 

Podczas pobytu w Rzymie, Anna czytała  Dialog św. Katarzyny Sieneńskiej. W dziele tym najbardziej poruszyły ją słowa: „Odważnie poznawaj prawdę i podążaj za nią”. Pod wpływem tej lektury obudziło się w niej zainteresowanie katolicyzmem, a w sposób szczególny zainteresowała się duchowością dominikańską. Postanowiła przyjąć chrzest. Wydarzenie to miało miejsce w Paryżu. Tam została ochrzczona w obrządku wschodnim, w 1908 roku. Rok później podążył jej śladem również mąż, przyszły ksiądz Władimir Abrikosow. Pogłębiając wiedzę teologiczną, zwłaszcza poprzez czytanie dzieł członków Zakonu Kaznodziejskiego, małżonkowie rozwijali jednocześnie swoje życie duchowe, pałając coraz mocniej gotowością służenia Bogu oraz pragnieniem głoszenia Chrystusa – w pierwszej kolejności w swojej ojczyźnie. Zafascynowani kulturą Zachodu, pragnęli przejść do obrządku łacińskiego i z taką prośbą zwrócili się do papieża Piusa X. Ojciec święty jednak odmówił, zezwalając jedynie na praktykowanie rytu łacińskiego tam, gdzie nie ma możliwości uczestniczenia w obrządku wschodnim. Decyzję tę przyjęli w duchu posłuszeństwa.

 

W roku 1910 małżonkowie powrócili do Rosji i zaczęli świadczyć o swojej wierze wśród inteligencji. Czekały ich niemałe przykrości – dawni znajomi odwrócili się od nich, bo nie mogli im wybaczyć przejścia na katolicyzm. Środowisko chętniej by ich przyjęło, jeśli pozostaliby ateistami. Jednak dzięki serdeczności, wiedzy i oddaniu sprawom Bożym, wokół Abrikosowów  zaczęli gromadzić się inni rosyjscy katolicy. We wspomnieniach o nich czytamy: „Dom Abrikosowów przypominał w tym czasie starożytne rzymskie domostwo patrycjuszy, gdzie gospodarze -chrześcijanie gościli wszystkich w imię Chrystusa, poczynając od niewolników, a na patrycjuszach kończąc. Tu ludzie witali się imieniem Chrystusa”. Zaliczony niedawno w poczet błogosławionych ks. Leonid Fiodorow pisał o nich: „Tę rodzinę można określić krótko, powtarzając za św. Pawłem: «domowy kościół». Rzadko można spotkać młode osoby tak oddane sprawom Kościoła i tak pobożne”.

 

Warto zauważyć, że w Rosji tamtych czasów istniała już dość bogata tradycja działalności apostolskiej katolików świeckich, jeszcze na pół stulecia przed rozpoczęciem Soboru Watykańskiego II, który szerzej zajął się tym zagadnieniem. Należy pamiętać o tej tradycji i uczyć się od naszych poprzedników. Istniało wówczas wiele organizacji dobroczynnych i religijnych, a przecież warunki, w jakich działał Kościół katolicki w Rosji, nie należały do łatwych. Na tym polu również wyróżniali się Abrikosowowie. W ich domu regularnie odbywały się spotkania religijne. „W tych spotkaniach uczestniczyli różni ludzie: można tam było zobaczyć młodego studenta i statecznego profesora uniwersytetu, skromną dziewczynę i bogatą damę z wyższych sfer. Bywali na nich zarówno katolicy jak i prawosławni, a także duchowni obydwu wyznań. Zebrania zawsze zaczynały się od wygłoszenia poważnego referatu, a kończyły filiżanką herbaty i serdeczną pogawędką”.

 

W tym czasie Abrikosowowie należeli do moskiewskiej parafii katolickiej p.w. Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Aktywnie uczestniczyli w życiu tej wspólnoty. Z powodu braku modlitewników i książek katolickich w języku rosyjskim, korzystali książek francuskich, co jeszcze bardziej przyczyniało się do pogłębienia ich zachodniego charakteru życia duchowego.

 

Latem 1913 roku, w czasie pobytu w Rzymie, Abrikosowowie wstąpili w szeregi III Zakonu św. Dominika. Zostali też przyjęci przez papieża Piusa X na prywatnej audiencji. Ojciec święty żywo zainteresował się ich działalnością w Rosji i udzielił im błogosławieństwa na dalszą pracę. Wkrótce po powrocie do kraju wokół Anny zaczęły się gromadzić młode dziewczęta, chcące się poświęcić służbie Bogu. Stały się one zalążkiem przyszłej wspólnoty monastycznej. Anna dokładała wszelkich starań, zmierzających do jej założenia. 

 

Abrikosowowie, zgodnie z życzeniem papieża, pozostawali w obrządku wschodnim. Władimir w 1917 roku został wyświęcony na kapłana. Przedtem jeszcze małżonkowie złożyli śluby czystości i żyli jak brat z siostrą. Ks. Władimir dążył do założenia parafii. W swoim domu urządzili kaplicę. Anna, przyjąwszy zakonne imię Katarzyna (Sieneńska), resztę domowych pomieszczeń przeznaczyła na potrzeby wspólnoty dominikańskiej. Dziewczęta – tercjarki, które mieszkały w domu Abrikosowów, starały się naśladować swoją duchową przewodniczkę i nazywały ją „matką Katarzyną”. Siostry wiodły życie surowe i ascetyczne, zgodne z regułą zakonną, jednak nie rezygnując z życia czynnego. Uzupełnieniem zwykłych ślubów zakonnych było złożenie specjalnego ślubu: ofiarowania swoich cierpień w intencji uratowania i nawrócenia Rosji.

 

Jedna z tercjarek tak wspomina swój pobyt we wspólnocie: „Mimo koszmarnych lat rewolucji i wojny domowej, które niosły głód i choroby, duchowe życie sióstr coraz bardziej się pogłębiało. Sprzyjał temu ich ascetyczny tryb życia, który umacniał w nich wiarę, duchową żarliwość i wspólnotowe zjednoczenie.  Matka Katarzyna wraz ze swoimi siostrami, w pokorze znosiła wszelkie niedogodności. Siostry trochę zarabiały na życie, pracując w różnych urzędach i szkołach (większość z nich miała wyższe wykształcenie)”.

 

Matce Katarzynie i jej wspólnocie nie było dane zbyt długo cieszyć się wolnością. Kraj zalewała coraz większa fala prześladowań za wiarę. Wiele sióstr, z matką Katarzyną na czele, czekało więzienie, zesłania i obozy – droga krzyżowa męczeństwa. W roku 1922 aresztowano ks. Władimira. Został on skazany na śmierć przez rozstrzelanie, ale w ostatniej chwili wyrok zamieniono mu na wygnanie za granicę. Matka Katarzyna mogła pojechać razem z nim, ale odmówiła – została ze swoimi siostrami, wierna ślubom ofiarowania siebie za Rosję. Nie miała złudzeń co do przyszłości, dobrze wiedziała, że czekają je ciężkie czasy. W jednym z listów z tamtych lat pisała: „Czujemy się tutaj jak drzazgi w Bożych rękach i nie wiemy, dokąd nas zabiorą, nie robimy żadnych planów, niczego nie przewidujemy… Trzeba żyć jedynie aktami wiary, nadziei i miłości”.

 

W niedługim czasie, jaki miał siostrom pozostać do zbliżającego się nieuchronnie aresztowania, cała wspólnota dużo pracowała. Siostrom udało się bowiem zorganizować przy parafii szkołę oraz sierociniec. Jedna z nich (s. Filomena) napisała w swoich wspomnieniach: „Matka Katarzyna bardzo lubiła dzieci, one zawsze miały dostęp do jej pokoju i wprost ją ubóstwiały. Oprócz codziennych modlitw i obowiązkowej pracy znajdowała jeszcze czas, by tłumaczyć na język rosyjski książki religijne, perły literatury ascetycznej dla zakonnic. Sama również napisała kilka rozważań związanych z rokiem liturgicznym i świętami dominikańskimi. Siostry tak bardzo czciły i szanowały matkę Katarzynę, że nie miały wobec niej żadnych sekretów: ich serca, dusze i myśli stały przed nią otwarte na oścież. Ona była jakby ich sumieniem, przewodniczką ich życia – duchowego i intelektualnego, które pod jej wpływem pomyślnie się rozwijało. Wszystkie one w pewnym stopniu przeczuwały, że niedługo nadejdą chwile próby, kiedy zostaną pozbawione tego błogiego życia wspólnotowego i sakramentów. Całymi dniami i nocami, wspólnie i indywidualnie modliły się, adorując Przenajświętszy Sakrament. Zbliżała się chwila rozpoczęcia długiej drogi krzyżowej…”

 

W listopadzie 1923 roku matka Katarzyna i prawie wszystkie siostry zostały aresztowane. Kaplicę czekiści zamknęli i opieczętowali. Aresztowane tercjarki osadzono w butyrskim więzieniu. Siostra Filomena wspomina: „Na Butyrkach matkę Katarzynę zamknięto początkowo w pojedynczej celi, a następnie przeniesiono do celi wieloosobowej z kryminalistkami, siedzącymi za kradzieże, zabójstwa, prostytucję, rozboje i inne ciężkie przestępstwa. Uczyniono więc wszystko, by jeszcze bardziej uprzykrzyć tej świętej kobiecie więzienne życie. Do więźniarek matka odnosiła się dobrodusznie i darzyła je współczującą miłością. Te upadłe kobiety, uwikłane w liczne przestępstwa, odnoszące się lekceważąco, a nawet z nienawiścią do wszystkich „niekryminalnych”, zwłaszcza do skazanych z artykułu 58 dotyczącego spraw politycznych, bardzo polubiły matkę Katarzynę i szczerze się do niej przywiązały. Stopniowo ich cela przemieniła się, ustały krzyki, bójki i inne paskudne zachowania. A kiedy przeniesiono ją do innej celi, to w tych godzinach, gdy siostry prowadzono do pracy, a cele nie były zamknięte, więźniarki, narażając się na surowe kary, wybiegały na korytarz, by ucałować jej ramię lub choćby tylko na nią spojrzeć”.

 

Ta sama siostra opisała jeszcze jeden epizod z życia świętych: „Kiedyś zimową porą wprowadzono do celi jeszcze jedną więźniarkę. Była na wpół ubrana w jakieś brudne łachmany i nie miała żadnych innych rzeczy. Nikt nie dopuszczał jej blisko siebie, nie miała gdzie się położyć. W końcu matka Katarzyna przygarnęła ją na pryczę obok siebie i okryła swoim kocem. Kobiety ją ostrzegały: «Prosimy tego nie robić, ona jest zarażona, ma syfilis». Matka odparła: «No to, co? Jeśli się zarażę, to będę się leczyć»”.

 

Wkrótce m. Katarzynę oraz pozostałe siostry umieszczono w jednej, wspólnej celi – był to prawdziwy dar niebios i pociecha w tym niełatwym położeniu. Zdumiewające, że w warunkach więziennych, gdzie wielu traci swe ludzkie oblicze i upada moralnie, siostry, pod przewodnictwem matki Katarzyny, utworzyły duchową wspólnotę. Wykładały katechizm, odmawiały razem modlitwy. W Wielkanoc udało im się nawet odprawić nabożeństwo i zorganizować – oczywiście ekstremalnie skromną, ale jednak – uroczystą trapezę, świąteczną ucztę. Wiosną siostry odbyły głoszone przez przełożoną rekolekcje i odnowiły śluby zakonne. Niektóre tercjarki złożyły w więzieniu pierwsze śluby, kończące rozpoczęty na wolności nowicjat. Wszystko to było możliwe jedynie dzięki mężnej i ofiarnej posłudze – Bogu i siostrom – matki Katarzyny. Kiedy niedługo potem wszystkim siostrom ogłoszono wyroki, matka rozmawiała z każdą indywidualnie, dając rady i wskazówki dotyczące życia na zesłaniu lub w więzieniu i dodawała im otuchy. Siostry rozproszono po różnych miejscach, w których odbywały karę. Musiały się zatem rozstać ze swą ukochaną przełożoną.

 

Matkę Katarzynę natychmiast po wyroku przewieziono do więzienia w Tobolsku, gdzie panowały skrajnie ciężkie warunki – nie było nawet materaców. Na skutek wyczerpania organizmu, przełożona poważnie zachorowała. Ale nawet w takich warunkach, przez całe dwa lata, dopóki nie zakazano jej prowadzenia prywatnej korespondencji, napisała do swoich sióstr mnóstwo listów, w których je pocieszała i podtrzymywała na duchu.

 

Siostra Filomena opowiada: „Znajdując się wśród kryminalistek, matka Katarzyna odnosiła się do nich serdecznie, dzieląc się z nimi zawsze wszystkim, co dostawała. Ze swoimi współwięźniarkami umiała nawiązać tak dobre relacje, że te szanowały ją, kochały, a nawet opiekowały się nią. Nie pozwalając jej pracować ciężko fizycznie, myły za nią podłogę, sprzątały i prały bieliznę. Kiedy kryminalistki wszczęły bunt przeciw służbie więziennej, a ta nie potrafiła ich uspokoić, strażnicy mówili: «Trzeba wezwać Abrikosową, to wszystko się skończy». Jeśli jakieś kobiety zaczynały się sprzeczać i przeklinać, to inne  na widok matki Katarzyny przechodzącej obok ich celi, wołały: «Przestańcie, Anna Iwanowna idzie!». Matka Katarzyna była dla nich najdroższym człowiekiem i dla niej były gotowe na wszystko. Kiedyś szykowały się, by pobić jednego ze strażników, ale Anna wykryła to i skutecznie im wyperswadowała”.

 

Po pięciu latach przeniesiono ją do więzienia o obostrzonym rygorze w Jarosławiu i umieszczono w izolatce. Kontakt z innymi więźniami był możliwy tylko w czasie spacerów. Ale i tutaj podtrzymywała morale otaczających ją ludzi. „Kiedyś – wspomina siostra Filomena – matka Katarzyna parę razy rozmawiała z młodym człowiekiem, który znajdował się w opłakanym stanie psychicznym i zamierzał popełnić samobójstwo. Potrafiła tak pozytywnie na niego wpłynąć, natchnąć go nadzieją i męstwem, że jego stan ducha radykalnie się zmienił. Po wyjściu na wolność z głęboką wdzięcznością wspominał tamte chwile, przywołując z pamięci niezapomnianą, pogodną twarz matki Katarzyny”.  Również w innych trudnych sytuacjach, jakie panowały w ciężkich sowieckich więzieniach, gdzie skazańcy często załamywali się i tracili swoje człowieczeństwo, ta pełna poświęcenia kobieta niosła w sobie światło Chrystusa, światło wiary i miłości, a także dawała wsparcie i pociechę ludziom, którzy tego tak bardzo potrzebowali.

 

W czasie pobytu w Jarosławiu Pan Bóg dał jej możliwość spowiadania się, gdy w czasie spacerów spotykała się z przebywającymi w więzieniu księżmi. Jej ojcem duchowym został ks. Teofil Skalski, z którym często takie spacery odbywała. Napisał on potem do ks. Władimira Abrikosowa: „Anna Iwanowa znosiła ciężki losu sowieckiej więźniarki z niewyobrażalnym spokojem i niezwykłą pokorą swojej głęboko religijnej duszy. Godziła się z pozbawieniem jej wszelkich praw i nikt nigdy nie usłyszał od niej słowa skargi. Prosiła tylko, by donieść Ojcu, że czuje się szczęśliwa, iż mogła tyle wycierpieć dla Chrystusa i dla dobra Kościoła. A jeśli Bóg zechciałby ponownie nałożyć na jej ramiona swój krzyż, jest gotowa go nieść. Nigdy niczego nie żałowała i jest zadowolona, że jest katoliczką i z radością wspomina wszystko, co przeżyła dzięki tej religii.  […] W celi dużo się modliła i czytała Pismo święte… Wyznała mi, że na piersi zrobiła jej się jakaś opuchlizna. Nalegałem, by poszła z tym do lekarza, a ten stwierdził, że jest to rak i wysłano ją do Moskwy, do więziennego lazaretu”.

 

Matkę Katarzynę przewieziono na operację do Moskwy, do butyrskiego szpitala więziennego. Wycięto jej lewą pierś i część mięśni pleców, na skutek czego przestała władać lewą ręką i została inwalidką. Wkrótce potem, ku wielkiemu zdziwieniu, oznajmiono jej, że może opuścić więzienie, ale pozbawiono ją prawa zamieszkania w którymkolwiek z dwunastu większych miast Rosji. Zezwolono jej jednak na krótki pobyt w Moskwie. Po raz pierwszy od tak dawna mogła przyjąć Komunię św. i spotkać się z niektórymi siostrami.

 

Rozmawiający z nią biskup, Pius Neve, administrator apostolski w Moskwie, zaświadczył: „Była prawdziwą wyznawczynią Chrystusa, niebywale mężna; wobec takiego hartu ducha człowiek czuje się niezwykle mały”.

 

Matka Katarzyna po opuszczeniu Moskwy zamieszkała w Kostromie u s. Małgorzaty, należącej do jej wspólnoty.  Mogła kontaktować się też z innymi siostrami, rozmawiać z nimi, a z licznymi prowadziła korespondencję. Jej heroiczne męstwo w znoszeniu cierpienia przedstawiła s. Filomena: „Kiedyś, w czasie jednej z wizyt s. Teresy, matka Katarzyna, jak zawsze pogodna i życzliwa, śmiała się i wesoło żartowała. Odprowadzając wychodzącą Teresę, s. Małgorzata szepnęła jej na ucho: «Matka ma ponad 39 stopni gorączki. To remisja raka. Nie spała całą noc i jęczała z bólu. Prosiła, by nikomu o tym nie mówić». Teresa była zdumiona niezwykłą wytrzymałością i opanowaniem matki Katarzyny. Na zewnątrz nic nie było widać, nie dało się zauważyć nawet najmniejszego cienia cierpienia na jej twarzy. Znosiła najsilniejsze bóle tak, że postronnemu człowiekowi do głowy by nie przyszło, jak bardzo może cierpieć”.

 

Ten prawie roczny pobyt na wolności był tylko krótkim okresem wytchnienia, odpoczynkiem, który Pan darował matce Katarzynie przed ostatnim etapem jej długiej i trudnej drogi krzyżowej, drogi podążania za Chrystusem, którego tak bardzo pokochała. Wkrótce znów została aresztowana i skazana na 8 lat więzienia. Siostry jej już więcej nie zobaczyły. Dopiero po długim czasie dowiedziały się, że ich przełożona zmarła na raka w butyrskim szpitalu więziennym 23 lipca 1936 roku w wieku 54 lat. Jej ciało zostało skremowane. W ten sposób stała się dosłownie „ofiarą całopalenia” – za Chrystusa, za Kościół i – zgodnie ze złożonymi ślubami – za Rosję, którą bardzo umiłowała.

 

Św. Apostoł Paweł napomina: „Pamiętajcie o swych przełożonych, którzy głosili wam słowo Boże, i rozpamiętując koniec ich życia, naśladujcie ich wiarę!” (Hbr 13,7). Tacy ludzie jak matka Katarzyna Abrikosowa zasługują na to, aby uważać ich za przewodników w drodze do Boga. Służyli nam przykładem bezmiernej miłości do Chrystusa i wiary.  Tego powinniśmy się wszyscy od nich uczyć.

 

Pierwsi chrześcijanie gromadzili się nad grobami męczenników za Chrystusa, oddając Mu chwałę. Męczennicy, świadcząc o prawdziwości Ewangelii, nie pomarli. Oni przebywają z Bogiem i zabiegają u Niego o zaspokojenie potrzeb Kościoła i naszych, którzy pozostajemy na ziemi. Modlą się za nas również ci męczennicy, którzy ponieśli śmierć za Chrystusa w XX wieku na rosyjskiej ziemi. My w swoich modlitwach też możemy zwracać się do świętych męczenników, takich jak matka Katarzyna, żeby wstawiali się, orędowali za nas przed Bogiem. Nie ma wątpliwości, że za ich modlitewnym wstawiennictwem Bóg usłyszy nasze błagalne prośby.

 

Paweł Parfientiew

 

[W artykule wykorzystano materiał książki I. Osipowa poświęconej wspólnocie zakonnej matki Katarzyny Abrikosowej Pokochawszy Boga, podążać za Nim. M.: „Srebrne nici”, 1999].

Tłumaczyła z rosyjskiego Aniela Czendlik


© Postulator Causae Beat. seu Declarationis Martyrii S. D. Antonii Malecki et Soc.